Zabić, jak to łatwo powiedzieć

Killing Them Softly (Stany Zjednoczone, 2012)

Reżyser: Andrew Dominik
Scenariusz: Andrew Dominik na podstawie powieści George'a V. Higginsa "Cogan's Trade"
Zdjęcia: Greig Fraser
Gatunek: Kryminał/ Thriller

Obsada:
         Jackie Cogan- Brad Pitt
         Frankie- Scoot McNairy
         Russell- Ben Mendelsohn
         Mickey- James Gandolfini
         Kierowca- Richard Jenkins
         Johnny Amato- Vincent Curatola
         Markie Trattman- Ray Liotta

W małym, biednym miasteczku amerykańskim miejscowy hochsztapler o ksywie Wiewiór postanawia obrabować gangsterów zbierających sie w zamkniętym "klubie",by pograć w karty. Do tej roboty wynajmuje dwóch młodych, zaćpanych cwaniaków, z którymi umawia sie na podział łupu. Akcja sie udaje zamaskowani rabusie wychodzą z pieniędzmi, jednak w przestępczym światku takie działania nie mogą pozostać bez winnych, których należy ukarać,dlatego do miasteczka przyjeżdża płatny morderca- Jackie Cogan, działający na zlecenie Dillona. Nie chcąc samodzielnie zabijać Johnnego Amato czyli Wiewóra posyła z kolei po Mickeya, którego problemy osobiste oraz pociąg do alkoholu i prostytutek powoduje,iż Jackie sam musi wykonać zlecenie...
Pod względem tak opowiedzianej historii film Andrew Dominika niczym nie wyróżniałby sie spośród innych z gatunku kryminał, ot kolejny obraz o tematyce gangsterskiej z płatnym zabójcą w tle lub w roli głównej,a jednak...reżyser "Zabójstwa Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda" dodał kilka elementów i to wystarczyło,by film "Killing them softly" stał sie wyjątkowy.
Samo miasteczko to zapomniane przez Boga i polityków miejsce, które rządzi sie własnymi prawami i gdzie kolejne zabójstwa czy napady nie są niczym wyjątkowym. Krajobraz przypomina nieco jarmuschowskie "Mystery Train", o którym pisałam tutaj http://www.film2me2you.blogspot.com/2013/01/mystery-train.html . Tak więc to dobra przestrzeń do umierania i zabijania. Jednak dla prawdziwego kinomana nie jest to nic specjalnego, co innego przemówienia polityków i finansistów, które lecą w tle czy gdy bohaterowie jadą samochodem, są wtedy puszczane w radio czy kiedy znajdują sie w pomieszczeniach,gdzie są włączone telewizory. Nie jest to jednak zwykły szum medialny,a  konkretnie dobrane wystapienia, których treść przedstawia Amerykę jako kraj miodem i mlekiem płynący,gdy tymczasem widz na ekranie dostaje coś zupełnie innego. To rodzaj reklamy, kolejni prezydenci próbują sprzedać sie za głosy i obiecują złote góry,pokazując swój kraj jako ten najlepszy,a jego obywateli jako tych wzorowych i praworządnych. W międzyczasie możemy oglądać jak w małej mieścinie planowane są kolejne zabójstwa, jak z biedy można wyrwać sie jedynie do przestępczego światka lub zostać ćpunem i stanowić mięso armatnie dla gangsterów i ich mafijnych porachunków. Bo w końcu dla ludzi takich jak Jackie "Ameryka to nie kraj,to biznes" i krajem jest ona jedynie dla polityków.
Jak na ludzi z kręgów przestępczych Jackie i jego koledzy bardzo dużo mówią, planując szczegółowo swoje akcje czy omawiając jakieś wspomnienia z przeszłości. Te dialogi i monologi mogą także wydawać sie rodzajem szumu,ale jak i wszystko w tym filmie i one mają swój cel. Dają bowiem do zrozumienia,że bohaterowie są nie zawsze tacy jak ich sobie wyobrażamy. Jackie nie jest konsekwetny i w końcu sam zabija Wiewióra. Problemy Mickeya pasowałyby bardziej do filmu obyczajowego. Frankie wydaje sie być spokojny i poukładany, ale gdy poczuje sie zagrożony zacznie panikować nawet bardziej niż jego zaćpany kolega Russell. I w końcu życie Markie Trattmana zależy bardziej od sprzecznych, niejasnych i nieco nielogicznych rozkazów niż od zaistniałej sytuacji. Niektóre wątki kończą sie inaczej niż możnaby sobie to wyobrazić na początku. Chociaż pewnie znajdą sie i tacy którzy zakończenie przewidzieli, ja lubię być zaskakiwana, a  niekonwencjonalne pomysły jakoś zawsze bardziej do mnie przemawiają niż sztampowe scenariusze.
Dominik zatrudnił do "Killing them softly" Brada Pitta, który sprawdził sie tutaj zarówno jako główny bohater oraz jako jeden z producentów. To aktor wielowymiarowy, który potrafi z dużą swobodą zagrać niemal każdą postać. Podejrzewam, iż wynika to z faktu, że niegdyś jako bożyszcze nastolatków musiał udowodnić swoją aktorską wartość co teraz daje efekty. Podobnie rzecz sie miała z Leonardo DiCaprio czy Benem Affleckiem,choć ten ostatni musi sie jeszcze wiele nauczyć. Tak czy siak u boku Pitta pojawił sie  James Gandolfini w typowo-nietypowej dla siebie roli płatnego zabójcy z problemami osobistymi. Gandolfini rozpoznawany za rolę Tonego Soprano kultowym juz serialu "Rodzina Soprano" pojawia sie regularnie w znaczących rolach drugoplanowych jak choćby w nominowanym do Oskara "Wrogu numer jeden" czy "Wszyskich ludziach króla". I w sumie trudno mu sie dziwić skoro przez niemal 8.lat stworzył postać-markę zwaną Tony Soprano,rozpoznawaną na całym świecie,to w obrazach pełnometrażowych może grać "drugie(drugoplanowe) skrzypce",które w każdym z tych obrazów i tak dają "solowy występ". Zupełnie inaczej jest w przypadku Scoota McNairy i Bena Mendelsohna oni z reguły też grywają drugoplanowe role,jednak nigdy nie są one tak charakterystyczne jak postacie kreowane przez Gandolfiniego. Najsłabszy aktorsko okazał sie jednak Ray Liotta, który mimo iż w tym filmie nie pił alkoholu to i tak wyglądał na alkoholika, do tego nieco zagubionego i słabego fizycznie, co przy jego posturze nie było posunięciem zbyt realistycznym.
O samym reżyserze trudno na razie coś konkretnego powiedzieć "Killing them softly" jest bowiem jego trzecim filmem. Wiadomo na pewno że sam pisze swoje scenariusze i ma na siebie jakis pomysł,jednak może warto poczekać, aż jeszcze bardziej sie rozwinie. Dać mu szansę by stał sie Andrew Dominikiem,a nie połączeniem Jarmuscha z Tarantino. Film z pewnością warto obejrzeć, nigdy bowiem nie wiadomo czy kiedyś w Hollywood Dominik nie będzie rozdawał kart,a jego każdy kolejny obraz nie będzie wydarzeniem na miarę Oskara. "Killing them softly" to dobre choć niekonwencjonalne kino akcji, które może sprawdzić sie na długie zimowe wieczory.

Komentarze

  1. Nie oglądałem jeszcze filmu i trochę się przestraszyłem czytając Twoją recenzję bo dosyć sporo szczegółów bez ostrzeżeń :-p mam nadzieję, że nie są specjalnie spoilerowe. Tak sobie pomyślałem, czytając fragment "Bo w końcu dla ludzi takich jak Jackie "Ameryka to nie kraj,to biznes" i krajem jest ona jedynie dla polityków." choć filmu nie widziałem i to taka refleksja ogólna, że chyba także i dla polityków USA nie jest niczym więcej niż produktem - choć to akurat przykra prawda pod prawie każdą szerokością geograficzną. Kiedyś oglądałem wcześniejsze "Zabójstwo Jessiego....", więc ciekaw jestem nowej produkcji i mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu nadrobię zaległości

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam również nadzieję,że nie przesadziłam z opisem samego filmu i że tak czy siak odbierzesz go we własny sposób,bez względu na to ile szczegółów podałam.
      Pokornie chylę głowę i obiecuję,że następnym razem postaram sie mniej szczegółowo opisywać samą fabułę :/ Z drugiej strony dziękuję,że zwróciłeś mi na to uwagę,w końcu nie każdy lubi czytać opisy filmów,które zamierza obejrzeć.
      Co do samego filmu to nie ma sie co spieszyć,szczególnie jeśli inne dobre tytuły czekają w kolejce.

      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Dziwny to film, oj dziwny. Praktycznie pozbawiony jest jakiejkolwiek historii, a jednak dziwnie trzyma w napięciu. Nie ukrywam za to, że polityczne aluzje były mocno irytujące, miejscami wręcz ostentacyjnie wysuwano je naprzód i to potrafiło zdenerwować. Miałem nawet wrażenie, że Dominik bardziej chcę zwrócić amerykanom uwagę na jakiś fakt, aniżeli opowiedzieć im filmową historię. Ogólnie więc na minus. Tym bardziej, że Dominika naprawdę stać na kino wybitne, godne najwyższych pochwał. Mówię tu oczywiście o Zabójstwie Roberta Forda... Dla mnie film absolutnie genialny i tylko ten tytuł wystarczy mi, aby śledzić z uwagą wszystkie kolejne filmy tego reżysera. Niesty jednak Killing Them Softly, to dzieło, o którym zapomina się już na drugi dzień po seansie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może faktycznie czasami elementy polityczne były zbyt nachalne i przesłaniały wątki fabularne.według mnie było to coś innego,a jesli już sie zorientowałes lubię wszystko co niekonwencjonalne w kinie.A to że film jest dziwny to fakt.powiedziałabym że ciekawo-męczący.z jednej strony chciało sie wiedzieć co będzie dalej,jak to wszystko sie rozegra,a z drugiej ten cięzki,męczący nieco klimat...
      Przyznam sie,że Zabójstwa Roberta Forda jeszcze nie widziałam...ach te zaległości...ale dzięki temu jest co nadrabiać ;)

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Koniecznie trzeba nadrobić:) Klimat tam jest niesamowity. W ogóle to film na najwyższym poziomie, gorąco polecam. I w razie czego, jak się kiedyś uda, to czekam na Twoją recenzję :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ten film obejrzałam do połowy, potem musiałam przerwać i szczerze powiedziawszy to nie mam ochoty już do niego wracać. Mnie osobiście wynudziło to bodajże 40-50 min seansu, w pełni zgadzam się z pierwszym komentarzem Simona, mimo, że widziałam niewiele to kompletnie mnie nie wciągnęło. Jedynym plusem jest postać Brada Pitta, który na prawdę świetnie zagrał.

    Pozdrawiam i czekam na nową recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Często udaje mi sie obejrzeć do końca filmy, które inni wyłączają po 10,20 minutach...czasami warto dac filmowi szansę by sie rozkręcił...ale rozumiem Cie bo niejednokrotnie poległam i musiałam film wyłączyć,nie dało rady go oglądać...to chyba kwestia gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jakbym nie musiała przerwać, to film zobaczyłabym do końca, teraz po prostu nie mam nawet na to ochoty :)

      Usuń
  5. Nie bedę Cię namawiać byś do tego filmu wróciła,w końcu jeszcze wiele filmów przed nami :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Strangerland

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

W serialowym skrócie czyli 3.seriale jednego sezonu