Ziemia obiecana

Promised Land (USA, 2012)

Reżyser: Gus Van Sant
Scenariusz: Matt Damon, John Krasinski
Gatunek: Dramat

Obsada:
Steve Butler- Matt Damon
Dustin Noble- John Krasinski
Sue Thomason-Frances McDormand
Alice- Rosemarie DeWitt
Rob- Titus Welliver
Frank Yates- Hal Holbrook

"Gaz łupkowy (shale gas) to jeden z trzech rodzajów gazu ze złóż niekonwencjonalnych, uzyskiwany z położonych głęboko pod ziemią łupków osadowych. Skały te cechują się niską przepuszczalnością, dlatego gaz z łupków wymaga bardziej złożonych i zaawansowanych technicznie metod wydobycia.
Technika wydobycia gazu łupkowego w uproszczeniu polega na wykonaniu poziomego odwiertu w skale łupkowej i wypełnieniu uzyskanej szczeliny mieszanką wody, piasku kwarcowego i dodatków chemicznych, która, powodując pęknięcia w skałach, pozwala na wydostanie się gazu.... Globalny rynek gazu łupkowego w 2011 roku był warty 27 miliardów USD."

Steve i Sue pracują w terenie dla dużej korporacji,a ich zadaniem ma być pozyskanie i zakontraktowanie wynajmu terenów pod wydobycie gazu łupkowego. Przyjeżdżając do kolejnego miasteczka jak zwykle, niemal rutynowo, starają sie zarówno poprzez strój jak i udział w miejscowych imprezach w pubie, zdobyć poparcie i zainteresowanie jak największej liczby mieszkańców oferując pieniądze za dzierżawę ziemi i udział w wydobyciu gazu. Na przeszkodzie spróbuje stanąć im nie tylko Frank Yates, emerytowany inżynier, dorabiający nauczyciel w miejscowej szkole, ale także pojawiający sie znikąd Dustin Noble, młody ekolog próbujący pokazać miejscowym jakie zagrożenia dla ich farm mogą płynąć z eksploatacji gazu...

Początkowo reżyserem "Ziemi obiecanej" miał być Matt Damon, jednak ze względu na inne zobowiązania powierzył on (wraz z producentami i wytwórnią) projekt Gusowi Van Santowi, z którym zresztą pracował już w 1997 roku na planie "Buntownika z wyboru". Dzięki ich doświadczeniom we wspólnej pracy powstał film o tym jak warta wiele milionów korporacja próbuje zdobyć tereny pod wydobycie, a przy tym poparcie miejscowej ludności dla swoich celów nawet jeśli nie są one do końca wyjaśnione czy uczciwe. Postacie grane przez Matta Damona i Frances McDormand pomijają bowiem milczeniem kwestie techniczne eksploatacji gazu,a właśnie te sprawy mogą zaważyć na decyzjach farmerów, którzy nie wiedzą o skutkach wydobycia dla środowiska naturalnego, zwierząt hodowlanych, upraw. Jedynej osobie, która może mieć o tym jakieś pojęcie udaje sie wzbudzić w mieszkańcach miasteczka jedynie niepewność co do słuszności dzierżawienia ziemi i wydobycia gazu, co skutkuje głosowaniem, które ma odbyć sie po przemyśleniu całej sprawy. Dla pracowników korporacji to tylko odwlekanie tego co i tak jest nieuniknione, a przyjazd ekologa jedynie na chwilę komplikuje pracę Steve'a i Sue, zresztą okazuje sie że Dustin Noble to i tak wilk w owczej skórze.
To właśnie rola Johna Krasinskiego, obok krajobrazów amerykańskiej prowincji, przykuła moją uwagę, z jednej strony obok ról Matta Damona i Frances McDormand- zdobywców Oskarów, postać Noble wydaje sie być drugoplanowa, co dziwi bo to zazwyczaj czarne charaktery, postacie o złych motywach występują na dalszym tle, z drugiej strony faktycznie na końcu zaskakuje. Wiadomo, widz częściej identyfikuje sie lub "kibicuje" bohaterowi pierwszoplanowemu, ale przecież Matt Damon nie mógłby zagrać negatywnej postaci, prawda? Naciągacza czy złodzieja i owszem, ale te charaktery nie zawsze są przedstawiane jako naprawdę złe. Zresztą przez większość filmu można odnieść wrażenie, że Steve, grany przez Damona jest niepewny, zagubiony, bywa wściekły, ale jest to jakby tłumione. Z kolei z ust Noble nie schodzi cyniczny uśmieszek, skrywany pod płaszczykiem ciepła i obrony swoich pogladów, a może to stereotyp, w który widz ma dać sie złapać? Jedyną postacią, której przekonań możemy być pewni jest Sue, dla której jest to po prostu praca, choć zdaje sie, że dopadło ją już znużenie i obojętność, które mogą mieć miejsce po wielu latach w jednej firmie.
Aktorsko dobrze rozegrany, film nie przekonuje mnie jedynie przy wątku Alice i Steve'a, nie bardzo bowiem wiem czy można go podciagnąć pod wątek miłosny czy to jedynie próba pokazania jak Steve w swojej pracy jest w stanie zasymilować sie z miejscowymi. Jeśli jest to motyw milosny to uważam, że jest on niepotrzebny.

"Ziemia obiecana" porusza nie tylko wątek środowiskowy, czym zapewne naraziła sie faktycznie prosperującym kompaniom gazowym, ale także motyw manipulacji gorzej wykształconą warstwą społeczeństwa. Widzimy tu zachłanność nie tylko wielkich korporacji, ale też chciwość niedużych farm, które skuszone wizją zysków dają sie przekonać gigantom i...tracą nieraz dorobek przeszłych pokoleń. Wszystko oczywiście jest argumentowane statusem przyszłych pokoleń. Czyżby został tu przekazany głos tej części społeczeństwa amerykańskiego, które nie widzi swojej przyszłości jako społeczności rolniczej i szuka dróg ucieczki poprzez edukację i wyjazd do większych miast? Możliwe, bo tak pojętą obyczajowość co jakiś czas widzimy w filmach produkcji USA i trudno by taki reżyser jak Gus Van Sant nie podjął choćby drobnego wątku w swoim filmie. W końcu niczym głos Ameryki podejmował sie już tematów niedostosowania młodzieży, równouprawnienia gejów i lesbijek czy problemu narkotyków wśród młodych ludzi.

"Ziemię obiecaną" z pewnością warto obejrzeć, nie tylko przez wzgląd na osobę reżysera, podejmowane przez niego tematy czy wrażliwość i wymowność jego filmów, ale ze względu na to jak zostały przedstawione duże korporacje, których pracownicy niekoniecznie w białych kołnierzykach mogą poczynić więcej szkód niż młodzież z bronią w ręku. Bo niszczenie środowiska naturalnego dla ogromnych zysków to problem nie zastrzelonego człowieka czy jego rodziny,ale następnych pokoleń.
 

Komentarze

  1. W ostatnim czasie dość głośno jest o tym filmie. Mam w planach, żeby go obejrzeć. Bo współpraca Van Santa i Damona może być obietnicą wyjątkowego kina. Może (Buntownik z wyboru), ale nie musi (Gerry). Mimo wszystko oczekiwania mam spore, nawet pomimo tego, że poprzedni film tego twórcy jakoś nie do końca mi podszedł. Mam nadzieję, że teraz będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi Ci o Restless to mnie sie bardzo podobał...zresztą chyba nie powinnam sie wypowiadać jako fanka Van Santa :)

    Ziemie obiecaną polecam :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Strangerland

Amerykańska sielanka