Czy zabiłbyś dziecko?

¿Quién puede matar a un niño? (Hiszpania, 1976)

Reżyseria: Narciso Ibáñez Serrador
Scenariusz: Narciso Ibáñez Serrador
Gatunek: Horror
Ocena: 8/10, film obejrzany w ramach Projektu Kino

Obsada:
     Tom-Lewis Fiander
     Evelyn- Prunella Ransome
     Listonosz Enrique Amorós- Luis Ciges
     Ojciec płaczącej dziewczynki- Antonio Iranzo

          Czy zabiłbyś dziecko? ...już samo pytanie wydaje sie być kontrowersyjne. W końcu zarówno dla krajów i systemów rozwiniętych, rozwijających sie,a nawet komunistycznych czy totalitarnych dzieci są przyszłością dla swoich rodziców i narodu, którego są obywatelami.
Jednak bazą dla całego filmu i tytułowego pytania zadanego przez reżysera i scenarzystę Narciso Ibáñeza Serradora był czas wojny pokazany wraz z napisami początkowymi w czerni i bieli niczym dokument ukazujący cierpienie, głód, chorobę i śmierć najmłodszych poniesione z rąk tych, którzy powinni ich bronić. Przejmujące zdjęcia przenoszą widza w przestrzeni i czasie od II Wojny Światowej i jej obozów koncentracyjnych, poprzez tragedię w Indiach czy wojnę w Wietnamie,a wszystko to jest mocnym akcentem czegoś jeszcze mocniejszego co będzie sie rozgrywać na ekranie przez ponad półtorej godziny.
          Tom i Evelyn wybierają sie na wakacje na niewielką wyspę Almanzora.  On jest profesorem biologii. Ona znajduje sie w szóstym miesiącu ciąży i ma urodzić trzecie dziecko pary. Kiedy docierają na zalaną Słońcem wyspę nic jeszcze nie wskazuje na makabryczną tragedię, która sie tam rozegra. Bo cisza i brak ludności na ulicy w samo południe to nic nienaturalnego w kraju gdzie temperatury potrafią sięgać i 40.stopni Celsjusza. Dopiero, gdy para bohaterów filmu zacznie rozglądać sie po miasteczku uświadomi sobie, że poza dziećmi, które biegają po ulicach, nikogo z dorosłych w tym miejscu nie ma. Zresztą najmłodsi też wcale nie zachowują sie normalnie są bowiem albo milczący albo dziwnie sie uśmiechają lub śmieją. Dopiero po jakimś czasie okazuje sie, iż brak dorosłych spowodowany jest zabójstwami jakich dopuszczają sie...dzieci.

          Wstrząsająca historia pokazana w filmie Narciso Ibáñeza Serradora to trzymająca w napięciu opowieść o niewyjaśnionej psychozie, która dotyka jedynie osobników niepełnoletnich, którzy niczym pod wpływem jakieś magicznej sztuczki, hipnozy lub szkodliwej substancji, niby dla zabawy zaczynają pozbywać sie dorosłych w swojej okolicy nie patrząc przy tym na ich wiek czy płeć. Z tego co jest Nam dane zobaczyć robią to przy tym jakby od niechcenia i widać, po ich twarzach, że nie zdają sobie sprawy z konsekwencji swoich czynów o ile te mogłyby kiedykolwiek nastapić. Z samej postawy dzieci trudno sie jednak czegokolwiek domyślić, niewiele można od nich usłyszeć, a zbliżenia z ich udziałem pokazywane są w filmie rzadko, wszystko więc pozostaje w strefie przeczuć oglądającego. Bardziej klarowne, choć też nie do końca zrozumiałe wydaje sie być zachowanie dorosłych. Wszyscy mieszkańcy miasteczka zostają wymordowani i jak wynika z relacji jedynego ocalałego, nikt sie nie bronił, bo przecież nikt nie zabiłby dziecka. Podobnego zdania są Tom i Evelyn, szczególnie kobieta, ma problem nie tylko ze zrozumieniem zaistniałej sytuacji ale także z gwałtownymi reakcjami partnera, które z czasem sie pojawiają po tym jak jest świadkiem morderstwa czy bezczeszczenia zwłok. Może to wynikać zarówno z faktu, że jest w ciąży jak i tego iż ma już dwójkę dzieci, więc takie a nie inne zachowanie małych mieszkańców wyspy jest dla niej niedopomyślenia. Zresztą czy dla normalnego, żyjącego w czasach pokoju człowieka masowe zabójstwa, których byłby świadkiem mogłby wydac mu sie czymś naturalnym? Raczej nie...                Inną kwestią pozostaje fakt, że Tom mając pod opieką ciężarną partnerkę i widząc co sie dzieje, nawet tego nie rozumiejąc, powinien natychmiast opuścić wyspę i zapewne powrócić na nią z odpowiednio wyszkolona grupą czy to wojskowych czy lekarzy...ale może nie będę zmieniać scenariusza do filmu, który powstał zanim sie urodziłam :) Tak czy siak nie zawsze i nie do końca rozumiem sposób myślenia czy postępowania bohaterów filmowych, wiem natomiast że choć bywa nielogiczny dla mnie jest uwarunkowany czasem trwania obrazu oraz tym jak poprowadzą go twórcy.
          Co do gry aktorskiej to nie mam jej nic do zarzucenia. Nazwiska głównych odtwórców ról niewiele mi mówią, a samo odegranie postaci jest charakterystyczne dla filmów lat 70-tych i 80-tych. Scenografia wydaje sie być dobrze dobrana do samego scenariusza. Białe ściany domów dodają chłodu akcji oraz upałowi, który towarzyszy głównym bohaterom. Poza tym nie da sie ukryć, że fimowa aura jest miłą odmianą od niemiłosiernie przedłużającej sie zimy, którą mam za oknem. I jeśli nie dla ciekawej fabuły to chociażby dla pogody na ekranie warto obejrzeć ten film. Poza tym pytanie "Czy zabiłbyś dziecko" samo ciśnie sie do głowy zarówno w czasie seansu jak i po. A może zamiast "Czy..."powinniśmy
sobie zadać pytanie "Jakie dziecko" a przede wszystkim w "Jakich okolicznościach" mogłoby sie to zdarzyć...i oczywiście pamiętać, by nigdy nie miało to miejsca.

Komentarze

  1. Dzięki za przybliżenie filmu, z pewnością obejrzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam,czasami warto wrócić do starych filmów, w końcu to historia kinematografii,która już sie nie powtórzy...

      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Kolejny z cyklu tych zaskakujących. Sam plakat przeraża.

    Pozdrawiamy, Archibald Sofia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt te stare plakaty z lat 70-tych i 80-tych bywają albo wymowne albo groteskowe i śmieszne, dla Nas współczesnych odbiorców kina.Ten niezwykle działa na świadomość dlatego go wybrałam :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Niezłe kino, szczególnie świetny sam główny pomysł na fabułę, ale sądzę jednak, że film nie do końca wykorzystał potencjał. Końcówka moim zdaniem zawodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł faktycznie świetny,zakończenie też mi sie podobało,ale to chyba kwestia oczekiwań,ktore powstają w trakcie seansu :)

      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Amerykańska sielanka

Nikt z Nikąd / Un illustre inconnu