Głębokie błękitne morze

The Deep Blue Sea (USA, Wielka Brytania, 2011)

Reżyseria: Terence Davies
Scenariusz: Terence Davies
Gatunek: Melodramat
Czas trwania: 1h. 38 min.

Obsada:
         Hester Collyer- Rachel Weisz
         William Collyer-
         Simon Russell Beale
         Freddie Page- Tom Hiddleston
         Jackie Jackson-
         Harry Hadden-Paton
         Liz Jackson-Sarah Kants
         Pani Elton- Ann Mitchell
         Matka Williama- Barbara Jefford

          Londyn, około 1950 roku, młoda mężatka Hester Collyer- żona sędziego Sir Williama Collyer'a wdaje sie w romans z Freddi'm Page'm- lotnikiem Drugiej Wojny Światowej. Opuszcza męża i postanawia zamieszkać z ukochanym, jednak na przeszkodzie do szczęścia staje im...sama Hester, której kobieca natura oraz emocje wciąż przeciwstawiają sie mądrości, inteligencji i zdrowemu rozsądkowi.


          Stosunkowo mało znany w Polsce reżyser i scenarzysta brytyjskich dramatów i melodramatów Terence Davies zatrudniając do swojej produkcji dwoje znanych na scenie międzynarodowej aktorów zainteresował, mam nadzieję że na dłużej, dość niewielkie grono kinomanów oraz fanów Rachel Weisz i Tom'a Hiddleston'a. Umieszczając ową dwójkę Londyńczyków w latach 50-tych, zaraz po wojnie, stworzył ciekawą ale i klasyczną kompozycję typowego brytyjskiego melodramatu, gdzie kobieta podążając za uczuciem porzuca dotychczasowe życie dla mężczyzny z niższych warstw społecznych, naznaczonego przez wojnę i nie potrafiącego sie odnaleźć w czasach pokoju. Tutaj powinniśmy poznać siłę miłości dwojga młodych ludzi, ktorych uczucie do siebie leczy wszelkie rany i demony przeszłości. Jednak reżyser w nieco przewrotny i psychologiczny sposób pokazuje nam jak zraniona przez konwenanse i powściągliwość najbliższych kobieta potrafi niszczyć siebie i mężczyzn, z którymi jest związana. Bynajmniej nie jest ona kobietą głupią czy nie wykształconą, to raczej kochanek tak sie przy niej może czuć, gdyż jako żona sędziego jest osobą oczytaną i obeznaną z kulturą lecz mimo to nienauczona panowania nad sobą i swoimi popędami oraz emocjami tworzy dosyć pogmatwane wręcz neurotyczne relacje z tymi, którzy chcą ją otoczyć opieką i miłością. Niestety trudno spodziewać sie tutaj szczęśliwego zakończenia jest ono raczej logicznie wykalkulowane przez co gatunek filmowy jakim jest melodramat zyskuje nową wartość, nie opartą jedynie na przedstawieniu afektu. Dzięki temu "Głębokie błękitne morze" ogląda sie bez ckliwości czy znudzenia,a raczej doszukując sie alternatywnych i równie sensownych rozwiązań problemu młodych kochanków. Można więc mówić o zamierzonym lub nie tworzeniu dialogu miedzy twórcą filmu, a widzem.

          Niestety o ile przekaz filmu wydaje sie być jasny i zrozumiały o tyle dialogi miejscami są niezbyt przejrzyste, jakby poucinane lub wyjęte z kontekstu, co zupełnie nie współgra z obrazem, który widzimy, choć ilość i jakość scen wydaje sie być idealnie dobrana do opowieści. Podobnie zresztą jak aktorzy, chociaż zapewne widz nie widziałby w Lokim z "Thora" pełnego pasji kochanka, pięknej i inteligentnej postaci granej przez Rachel Weisz, to jednak okazuje sie, że Tom'owi Hiddleston'owi do twarzy zarówno w obcisłym wdzianku jak i w dopasowanym garniturze. Trzeba przyznać, że jego rola i samo jej przedstawienie w "Głębokim błękitnym morzu" była niezwykle sugestywna i dynamiczna, czego nie można by sie raczej spodziewać po postaci melodramatycznej, a co najdziwniejsze pasuje tutaj i nie psuje smętnego, przygnębiajacego klimatu całości. Rachel Weisz jest w sposób oczywisty spłakana i nieszczęśliwa mimo wielkiego szczęścia jakie spotkało jej bohaterkę. Można by powiedzieć, iż jej postać jest typowa dla pokazywanego gatunku, a zakończenie choć typowe daje szansę na zmiany w sposobie myślenia zagubionej Hester.

          Muzyka do "Głębokiego błękitnego morza" jest niezwykle podniosła, klasyczna i symfoniczna. Stworzona przez Samuel'a Barber'a, specjalizującego sie w adagiach (utworach zbudowanych na zasadzie cyklu sonatowego: sonaty, symfoni- wikipedia), pojawiających sie w takich produkcjach jak "Amelia" czy "Szkarłatna litera", jest tutaj niczym drzwi do "kościoła gotyckiego"- piękna ale i przytłaczająca choć nie można jej zarzucić, tego iż nie pasuje czy psuje cały obraz.

       Zanim jednak siegnie sie po "Głębokie błękitne morze" trzeba pozbyć sie złudzeń- to nie jest film dla wszystkich. Na pewno powinny go unikać osoby o słabej konstrukcji psychicznej czy słabych nerwach. Ten film nie działa bowiem terapeutycznie, on obnaża ludzkie słabości, pokazane w kontekście ciężkich czasów powojennych oraz pozostawia w widzu smutek jego postaci. Jest więc na swój sposób wstrząsający, a przecież nie wszyscy chcą tak właśnie spędzać swój wolny czas.

Komentarze

  1. Nie widziałem żadnego filmu tego reżysera. Przejrzałem filmografię i zauważyłem że lubi taplać się w takich przyciężkawych klimatach. Do każdego swojego filmu pisał też scenariusz. Lubi więc mieć kontrole nad wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe określenie to "taplanie sie w przyciężkawych klimatach"tutaj sie sprawdza.A co do jednoczesnego pisania scenariusza i reżyserowania to nie on jeden tak robi,myślę że w ten sposob wiele produkcji i producentów oszczędza pieniądze,a film przecież i tak sie sprzeda,ktos go obejrzy,czasem zostanie puszczony w kinie.

      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Też niedawno widziałam i to prawda, pozytywnie to ten film człowieka nie nastraja. Dla mnie był trochę ostrzeżeniem - sama mam tendencje do wymyślania sobie problemów, mam nadzieję nie skończyć jak Hester ;) a na poważnie - atmosfera trafiła w 100% w mój gust i jestem na etapie szukania innych filmów Davies'a. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobiety często mają tendencje do wymyślania sobie problemów...a potem ich rozwiązywania :) czasami samodzielnie,a czasami poprzez swoich mężczyzn :) tak widocznie jest ten świat urządzony :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Filmu nie widziałem, za to muzykę, jak się okazało, znam dobrze. Sam film chyba obejrzę, bo mam wrażenie, że porusza rzadko pokazywany w filmach problem młodych ludzi po demobilizacji - a mało kto zdaje sobie sprawę, jak ogromny problem dla każdego kraju stanowiły setki tysięcy młodych ludzi wracających do domu, którzy nie dość, że mieli za sobą traumatyczne przejścia, to jeszcze wszyscy na raz szukali pracy, domu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt choc problem odnalezienia sie w powojennej rzeczywistości jest tylko tłem,ale czasem i dla tła warto film zobaczyć.Muzyki jakoś nie zapamiętałam,ale moze dlatego że obraz mnie wciągnął :)

      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Amerykańska sielanka

Nikt z Nikąd / Un illustre inconnu