Frances Ha

Frances Ha (USA, 2012)

Reżyseria: Noah Baumbach
Scenariusz: Noah Baumbach, Greta Gerwig
Gatunek: Komedia
Czas trwania: 1h. 26min.

Obsada:
         Frances- Greta Gerwig
         Sophie-Mickey Sumner
         Lev- Adam Driver
         Benji- Michael Zegen
         Patch- Patrick Heusinger
         Colleen- Charlotte d'Amboise

          Frances to 27-latka, która razem z przyjaciółką Sophie wynajmuje mieszkanie w Nowym Jorku. Na codzień panna Ha jest praktykantką w szkole tańca, po godzinach pracy to imprezowiczka nie mająca planów i nie myśląca o przyszłości. Jej życie zacznie sie zmieniać dopiero, gdy jej współlokatorka postanowi najpierw przeprowadzić sie do ich wspólnej znajomej Lizzy zostawiając ją ze zbyt dużym mieszkaniem i zbyt wysokim czynszem, a po jakimś czasie wyjechać z chłopakiem do Tokyo, porzucając przyjaciółkę.


          Od wielu lat można natknąć sie na artykuły w mediach i opinie, że współczesna młodzież oraz młodzi wchodzący w dorosłość nie zawsze sobie potrafią poradzić w samodzielnym życiu-bez rodziców, stąd wysokie bezrobocie, przestępczość, niż demograficzny. Oczywiście problem miałby dotyczyć starzejącej sie Europy i choć jest to wszystko, jak wiadomo, tylko uproszczenie, to na jego tle warto zadać sobie pytanie: czy zagadnienie to dotyczy także Stanów Zjednoczonych? a jeśli nie to z jakimi problemami może zetknąć sie pokolenie 20-30-latków za oceanem? Obraz "Frances Ha" daje jedynie fragmentaryczną odpowiedź, dotyczacą kilku jednostek mieszkających w Nowym Jorku. Jednak przedstawiona rzeczywistość jawi sie miejscami niemal tak realnie jak filmy dokumentalne Michaela Moore'a odsłaniając gorzkie realia życia w kraju, gdzie według mediów oraz filmów fabularnych każdy ma pracę, plany i marzenia oraz pewność siebie i siłę przebicia, by je realizować.

          Frances wydaje sie niczym wielu młodych w Europie przedłużać sobie młodość, a może nawet nie zdawać sobie sprawy, że sie starzeje i że nie jest to jedynie kwestia metryki, ale raczej tego jak postrzega ją otoczenie. Kiedy wyprowadza sie od niej Sophie, niby banalna kwestia, urasta do rangi dramatu, nie dość bowiem że główna bohaterka musi sobie znaleźć nowe lokum to także musi sie zmierzyć z odrzuceniem, samotnością oraz zaaklimatyzowaniem sie w nowym otoczeniu. Postrzegana w towarzystwie Sophie jako ekscentryczka, już sama jest widziana jako dziwaczka, niespełna rozumu, pozbawiona instynktu zachowawczego, odpowiedzialności i racjonalnego myślenia. Wyobcowana, stara sie przypodobać nowym znajomym nie biorąc pod uwagę różnic jakie je dzielą czy to finansowe czy emocjonalne. Wyjazd do Paryża, jasne czemu nie, przecież marzenia trzeba spełniać, nawet jeśli nie ma sie na nie środków, podobnie jak na lokum z dwoma artystami wspieranymi przez rodziców. Wydawanie pieniędzy wydaje sie przy nich banalnie proste, zarabianie już niekoniecznie. Oczywiście wszystko sprowadza sie do poszukiwania własnego ja oraz przedstawienia kobiecej przyjaźni, która mimo wielu przeciwności zawsze przetrwa, nawet jeśli w międzyczasie przyjdzie mieszkać w akademiku i zatrudnić sie jako kelnerka.

          Przy Frances Sophie wydaje sie być wcieleniem odpowiedzialności. Pracownica wydawnictwa, stały chłopak-poźniej narzeczony wobec którego ma plany i którego kocha, co wydaje sie przyjaciółce niedorzeczne. Oczywiście impreza czy wspólne wyjście z Frances nie burzą rzeczywistości Sophie, ale może dlatego że nie są sensem jej egzystencji. Te dwie młode kobiety to przeciwieństwa, które sie przyciągają i które za sobą tęsknią, gdy zbyt długo sie nie widzą.

          Kwestia wizualna filmu wydaje sie być tutaj mało istotna. Niczym w głowie kobiety film to sie zatrzymuje to napędza, czasem niektóre kadry niczym myśli przeskakują z jednego tematu na drugi. Brak tu logiki i spójności,a z drugiej strony wszystko wydaje sie być zrozumiałe. Nikt chyba nie będzie miał problemu, by opowiedzieć znajomemu o czym jest "Frances Ha".
Wydaje mi sie natomiast, ze nieco przesadzono z zachwytami nad grą aktorską Grety Gerwig. Fakt jej postać jest charakterystyczna, mocno wyeksponowana, jednak oglądając ma sie wrażenie, że czegoś brak i jeśli nie jest to zaangażowanie aktorki to może niedopracowanie w scenariuszu, a może po prostu Gerwig nie potrafiła pogodzić pracy na planie z reżyserią? Szkoda też, że nie przedstawiono i nie rozwinięto bardziej postaci Sophie granej przez Mickey Sumner, niby przyjaciółka Frances to postać drugoplanowa, a wydaje sie być epizodyczna, brak mi tu mocnego akcentu położonego na kobiecą przyjaźń. Epizodycznie, acz wyraziście pokazano natomiast relacje Leva i Benji'ego- dwóch "artystów", dzieci bogatych rodziców, którzy tak naprawdę poza sobą i swoimi pasjami niewiele więcej potrzebują. Pozostałe postacie to jedynie tło mające stanowić kontrast dla poczynań głownej bohaterki.

          Ciekawym i jeszcze długo po seansie wibrującym w uszach motywem jest piosenka "Modern love" Davida Bowie. Trzeba przyznać, że zarówno tekst jak i sama muzyka pasują do osobowości głównej bohaterki "Frances Ha".
   


"Frances Ha" jest więc jednym z tych filmów, które obejrzeć warto, ale raczej dla przekazu i interpretacji treści niż dla gry aktorskiej czy oszałamiających widoków, tutaj de facto widoków czarno-białych tak jakby twórcy chcieli przekazać widzowi pewne treści czarno na białym, dzięki temu nie rozprasza nas widok miasta czy jego głębia, a pochłaniają poczynania głównej bohaterki...na szczęście, bo Nowy Jork już wiele razy był głównym bohaterem, a aktorzy jedynie tłem...

Komentarze

  1. Ostatnio mam większą ochotę na takie filmy niż wszystkie te przepełnione oryginalnością, czy efektami. Coraz mniej jest takich filmów. Mam coraz większe przekonanie o tym, że we współczesnym kinie o czymś się zapomina.. I to o czymś, o czym jeszcze 5-10 lat temu pamiętano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie coraz częściej wydaje sie,że filmy które sa produkowane są jakby "płaskie",brak im głębi,nie ma czego interpretować,bo wszystko jest albo wyjasnione,ale zbyt infantylne...ten obraz jest inny i dobrze więcej takich potrzeba

      pozdrawiam

      Usuń
  2. Świetny blog, zapraszam również do wypowiedzenia się u mnie na temat twojego ulubionego filmu.

    http://filmostrefa.blogspot.com/2013/12/najlepsze-filmy.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Modern Love - wiadomo, ponadczasowe. Jeżeli chodzi o film, od razu napiszę że nie widziałem. Komentuje jednak w innej kwestii, chcąc trochę pochwalić ideę blogowania :). Najpierw zobaczyłem gdzieś w sieci plakat tego filmu. Później krótką wzmiankę. Następnie przeczytałem krótki opis. Dopiero tutaj, recenzję :). Teraz już wiem że chciałbym obejrzeć. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki,a własnie sie zastanawiałam czy pisać dalej tego bloga,bo czasu coraz mniej,bo grudzien,a jak wiadomo przed świętami jest więcej pracy,bo pisze coraz rzadziej i czasami mi aż głupio.Twój komentarz sprawił,że dalej będzię pisać.Dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Strangerland

Amerykańska sielanka