Idealne matki

Perfect mothers /Adore (Australia, Francja, 2013)

Reżyseria: Anne Fontaine
Scenariusz: Anne Fontaine
Gatunek: Dramat




Obsada:
Lil- Naomi Watts
Roz- Robin Wright
Ian- Xavier Samuel
Tom- James Frecheville
                                           Harold- Ben Mendelsohn
                                           Mary- Jessica Tovey
                                           Hannah- Sophie Lowe
                                           Soul- Gary Sweet

          Lil i Roz to dwie przyjaciółki, znające sie od czasów dzieciństwa. Mieszkały i mieszkają obok siebie w pięknej,słonecznej okolicy,wychodzą za mąż,a po jakimś czasie rodzą synów. Nawet śmierć męża Lil nie zmienia ich relacji,a tak na dobrą sprawę jeszcze ją wzmacnia. Mijają lata, synowie wyrastają na młodych mężczyzn, a ich matki nadal spędzają czas razem na plotkach i zabawie. Wszystko zaczyna sie zmieniać tuż przed i po wyjeździe męża Roz do Sidney. Wzajemne przyciąganie Roz i Iana-syna Lil prowadzi ich do romansu, okazuje sie również, że spokojny i wrażliwy syn Roz- Tom, w chwili gdy dowiaduje sie o zdradzie matki, szuka pocieszenia w ramionach...jej najlepszej przyjaciółki. Dokąd ten czworokąt ich zaprowadzi?...i czy to dobra droga, by zostać idealną matką?...

           Pochadząca z Luksemburga 54-letnia Anne Fontaine od lat kręci filmy dla francuskiego kina i choć w Polsce może być znana jedynie za dramat biograficzny o losach Coco Chanel z Audrey Tautou, to jej produkcje sie widoczne i doceniane na festiwalach filmowych między innymi w Locarno i Wenecji. Może dzięki "Idealnym matkom", które ukazały sie w październiku 2013 na DVD w Polsce, jej twórczość filmowa zostanie dostrzeżona także i w naszym kraju.
Jej ostatni film to skomplikowana psychologicznie opowieść o życiu dwóch kobiet oraz o ich synach. Mieszkające blisko plaży, zapewne w jakiejś zatoczce, Lil i Roz wydają sie być odizolowane od większego miasta i społeczności, z którą mogłyby nawiązać kontakt. Oczywiście każda z nich ma pracę, ale to nie jest dla nich najważniejsze, a przynajmniej scenariusz nie skupia sie na ich życiu zawodowym. Widać, że panie nieustannie mają ze sobą kontakt, uwielbiają swoje towarzystwo, można powiedzieć, że jedna nie może żyć bez drugiej- bo niby dlaczego Roz miałaby nie wyjechać z mężem od razu do Sidney. Wszystko to obserwują dorastający chłopcy, którzy osiągając wiek dojrzały również nie widzą i nie znają innych kobiet poza swoimi matkami. Czy więc romans jednego z synów, z jedną z matek można uznać za coś naturalnego? Czy raczej jest to wynik odseparowania od równieśników, ludzi którzy mogliby zarówno tym kobietom jak i chłopcom pokazać inne wzorce zachowania.
W pewnym momencie jeden z młodych mężczyzn mówi do swojej przyszłej żony, że przyjaciółka jego matki jest dla niego jak druga matka. Może więc mamy tutaj do czynienia z nieco zmodyfikowanym Kompleksem Edypa- przyjętą z psychoanalizy Freuda teorią, gdzie potajemnie chłopiec (z reguły dotyczy to wieku 3-5.lat) pragnie seksualnego związku z rodzicem płci przeciwnej. Może w tym wypadku więź, która sie rodzi między Roz i Ian'em oraz Lil i Tom'em jest tak silna, że musi skończyć sie seksualną fascynacją.
Na pewno cała czwórka nie mogłaby żyć dłużej odseparowana od siebie. Młodzi mężczyźni próbują wprawdzie stworzyć normalne rodziny ze swoimi równieśniczkami, mają z nimi dzieci, jednak nie da sie porównać atrakcyjnej młodej kobiety, z zalotną, energiczną i dojrzałą kobietą (w wieku ich matek), z którą spędziło sie całe dzieciństwo, która mogła być pierwszym obiektem uczuć, westchnień i pragnień dojrzewającego chłopca. To jest zbyt silne i zbyt pociągające "mówi" Anne Fontaine w swoim filmie.
Inną kwestią pozostają relacje Roz i Lil z dorosłymi mężczyznami, którzy nie są ich synami. Zostają oni odrzuceni. Zarówno mąż Roz- Harold, jak i zakochany w Lil-Soul nie mają szans, gdyż "matczyna' miłość wobec Ian'a i Tom'a nawet nieświadomie zrujnuje każde inne uczucie, które stanie mu na drodze.
Dla widza te wszystkie obrazy mogą wydawać sie kazirodcze, zakazane, niesmaczne, wstrętne i nienaturalne. Zamknięte w swoim świecie kobiety stworzyły bowiem swoje własne zasady, które stają sie dla nich czymś normalnym i jedynie czasami pojawiają sie u nich myśli, które widzowi mogą wydawać sie zdroworozsądkowe, gdy panie chcą zerwać owe więzi z synami, by ci mogli założyć własne rodziny, stworzyć związki zgodne z naturą i żyć tak jak wszyscy, otwarcie, bez strachu przed odrzuceniem czy oskarżeniami o wynaturzenie.

          Jak to często powtarzam, dobry scenariusz nie powstałby bez dobrej gry aktorskiej. Tutaj mamy dwie świetne, choć całkowicie różne aktorki, obie posiadające bogate doświadczenie w produkcjach dramatycznych.
Dla mnie Naomi Watts to przede wszystkim Betty Elms z "Mulholland Drive" oraz księżna Diana z "Diana". Natomiast Robin Wright to Jenny Curran z "Forresta Gumpa" i oczywiście Claire Underwood z serialu "House of Cards"(uważam, że to jej najlepsza rola). Co do gry aktorskiej panów, to nie pamiętam ani Xavier'a Samuel'a w Sadze "Zmierzch" (taaa...niestety widziałam...), ani James'a Frecheville'a w "Królestwie zwierząt" (genialna australijska produkcja,polecam). Poczekam więc na inne filmy, gdzie może dostaną lepiej napisane role, zagrają bardziej wyraziście, albo po prostu będą to postacie pierwszoplanowe, których nie przyćmią dwie niesamowite aktorki będące teraz u szczytu swoich karier.

          Film warto obejrzeć, to produkcja opowiadająca o zakazanej miłości, która nigdy nie powinna sie zdarzyć, pokazana w idylicznej scenerii, pełnej słońca i ciepła, pośród skał, morza i piasku. Prosta historia? Niekoniecznie. Ciężki klimat? Nie do końca, bo fabuła pokazuje tą historię w sposób zawoalowany, kobiecy- jednoczesnie delikatny i szokujący. Polecam, wszystkim kinomaniakom, dla których dramat obyczajowy to nie pierwszyzna, dla których nie ma trudnych, zakazanych tematów i którzy poszukują ciekawych obrazów na letnie, gorące noce.

Komentarze

  1. Mnie się film nie podobał, ciężko znaleźć jakieś pozytywy. Fabuła prezentuje się bardzo sztucznie, a postaci mało wiarygodne w swoich poczynaniach. Film poziomem dorównuje polskim chłamom z aktorami, którzy wyglądają jakby musieli tam grać za karę i jakoś za bardzo nie wierzyli w prawdziwość scenariusza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgadzam sie,ale przecież o to w kinie chodzi,żeby jednym sie film podobał a innym nie...chodzi o emocje :)

      pozdrawiam

      Usuń
  2. nie słyszałam wcześniej o tym filmie, a szczerze mówiąc opis mnie zaciekawił :) adwokat

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Amerykańska sielanka

Nikt z Nikąd / Un illustre inconnu