Zapiski z Toskanii

Copie conforme (Belgia,Francja,Włochy, 2010)

Reżyseria: Abbas Kiarostami
Scenariusz: Abbas Kiarostami
Gatunek: Dramat

Obsada:
James Miller- 
Mężczyzna na placu- 
Kobieta na placu- 
Właścicielka kawiarni- 

          Angielski pisarz promujący w Toskanii swoją najnowszą książkę pt.: "Kopia idealna" zostaje zaproszony przez właścicielkę antykwariatu na przejażdżkę do urokliwego miasteczka Lucignano. Tam przez zupełny przypadek tych dwoje obcych sobie ludzi zostaje wziętych za małżeństwo. Od tego momentu rozpoczyna sie między nimi gra...

          Abbas Kiarostami może nie jest zbyt znanym twórcą w naszym kraju, jednak na arenie międzynarodowej oraz w Iranie skąd pochodzi jest uważany za wszechstronnego artystę. Ten reżyser, scenarzysta, fotograf i producent filmowy zaczął kręcić filmy w wieku lat 30. w latach 70-tych. Poza działalnością filmową zasłynął również licznymi wystawami fotografii oraz prezentacjami poezji. "Zapiski z Toskanii" to kolejny w karierze Kiarostami'ego obraz, dla części polskich widzów może to być pierwszy kontakt z twórczością Irańczyka, inni mogą pamiętać go spośród wielu reżyserów, którzy współtworzyli "Kocham kino"-antologię filmową stworzoną dla upamiętnienia sześćdziesięciolecia festiwalu w Cannes.
         
          "Zapiski z Toskanii" to niecodzienna historia dwojga dorosłych, dojrzałych ludzi, którzy spotykają sie, umawiają na kawę i zamiast poznawać czyli tworzyć nową relację, nową historię zaczynają grać role, które przez przypadek przypisuje im właścicielka niewielkiej kawiarni. Otóż bierze ona dwójkę zupełnie sobie obcych ludzi za małżeństwo. Wypytywana o związek z mężczyzną-pisarzem, kobieta-czytelniczka nie zaprzecza, przyznając że są małżeństwem od 15.lat i że mają syna. O dziwo mężczyzna daje sie łatwo wciągnąć w tą swoistą psychodramę, nie pytając o zbyt wiele. Przez kolejną godzinę dostajemy więc na ekranie nieco abstrakcyjny konstrukt pokazujący widzowi jak na przestrzeni lat może zmieniać sie związek małżeński, jak dwoje ludzi może sie do siebie zbliżyć a potem nagle, z błahego powodu oddalić, jak narastają problemy, jak rodzą sie kłótnie, jak powstają emocje i jak sie one kształtują w kontakcie z drugim człowiekiem. Mamy tu nieco w pigułce-w dużym natężeniu pokazane przejście od zainteresowania, zauroczenia, poprzez zakochanie, po spadek uczuć-kłótnie, napięcie, po obojętność. Dla kogoś nieświadomego istnienia faz związku czy jego przemijających etapów to może być trudny w odbiorze obraz: bełkotliwy, niezrozumiały, wręcz dziwaczny. Dla kogoś o analitycznym umyśle, zaznajomionych chociażby z "Psychologią miłości" Bogdana Wojciszke (książkę polecam) te relacje które widzi na ekranie nie będą niczym zaskakującym.
Dodatkowo w międzyczasie dostajemy również dialog na temat oryginałów i kopii, który w sposób niezwykle ciekawy można odnieść do relacji międzyludzkich. To wszystko splata sie niejako w całość tworząc ciekawą, można powiedzieć oryginalną całość bazującą na filozofii i psychologii.

          W "Zapiskach z Toskanii" połączono siły dwójki aktorów tzn. Juliette Binoche, nieustannie grającej w filmach od lat 80-tych oraz Williama Shimella, który po niemal 20.latach wrócił na ekrany kinowe i na scenę. Daje sie tą różnicę w aktorskim doświadczeniu wyczuć, swoboda z jaką Binoche odgrywa swoją rolę można przyrównać do działania żywiołów, z kolei Shimell wydaje sie być przed kamerą niepewny, zdystansowany mimo wypowiadanych kwestii zupełnie oderwany od roli. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że tak widocznie mieli napisane scenariusze, tak poprowadził ich reżyser, ale ja obstaję przy tej delikatnej różnicy w liczbie zagranych filmów.
          Ciekawie w kontekście scenariusza wypada scenografia. Obraz był faktycznie kręcony w miejscach o których mowa w filmie czyli we włoskim Arrezo oraz Lucignano, pięknych miasteczkach Toskanii w prowincji Arezzo. Te ciepłe, urokliwe, przyjazne turystycznie miejsca kontrastują z obcością jaka powoli tworzy sie między głównymi bohaterami. Dodatkowym elementem sprzeczności jest kościół w Lucignano, gdzie wzięcie ślubu ma przynieść szczęście, cóż na pewno nie tym którzy mają pewną rolę do odegrania.

          Mimo oryginalnej formy i nieco teatralnego dialogu film wcale sie nie jest nudny czy przewidywalny, zakończenie jest otwarte,niewyjaśnione. Nie jest to oczywiście pozycja dla wszystkich widzów jednak fanom teatru oraz twórczości Juliette Binoche mogę go zdecydowanie polecić. Sama raczej drugi raz po ten obraz nie sięgnę, jeszcze wiele przede mną do obejrzenia. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Strangerland

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

W serialowym skrócie czyli 3.seriale jednego sezonu