7.filmów na 7.dni tygodnia-Dzień 3.- Mój najlepszy przyjaciel

Mon meilleur ami (Francja, 2006)


Reżyseria: Patrice Leconte
Gatunek: Komedia

Obsada:
François Coste- Daniel Auteuil
Bruno Bouley- Dany Boon
Catherine- Julie Gayet
Louise Coste- Julie Durand
Ojciec Bruna- Jacques Mathou
Matka Bruna- Marie Pillet

          Francois to nieprzystosowany do życia w społeczeństwie handlarz antyków, dla którego najważniejsze są praca i dzieła sztuki. Na co dzień razem z Catherine prowadzi nieźle prosperującą galerię sztuki, wieczorami spędza czas kontemplując nabyte antyki przy kieliszku dobrego wina . Pewnego dnia podczas aukcji Francois kupuje drogą wazę, po raz kolejny sprzeciwiając sie wspólniczce i narażając firmę na straty, jednak zupełnie nic sobie z tego nie robiąc. W ramach "zemsty" Catherine zakłada sie z Francois: "albo pozna przyjaciół wspólnika, albo bezcenny antyk trafi do jej prywatnej kolekcji"...


          Reżyser i scenarzysta recenzowanego już przeze mnie "Sklepiku dla samobójców" http://film2me2you.blogspot.com/2013/05/sklepik-dla-samobojcow.html w jednej ze swoich poprzednich produkcji opowiada o sile przyjaźni, jej powstawaniu oraz jej braku, a wszystko to w formie lekkiej komedii, tak typowej dla Francuzów, w żadnym jednak wypadku głupawej czy ośmieszającej kogokolwiek, a jedynie podkreślającej i uwydatniającej wady i przywary współczesnego społeczeństwa i świata.
W "Moim najlepszym przyjacielu" na przykładzie Francois widzimy jak ubogi duchowo może być człowiek, który nie nawiązuje bliskich relacji z innym człowiekiem. Bynajmniej tutaj nie następuje to w wyniku postępującej cyfryzacji czy rozwoju technologicznego, główny bohater bowiem nie jest komputerowym geekiem, który nie wychodzi z domu. To raczej człowiek zdystansowany, traktujący ludzi przedmiotowo i wykorzystujący innych do swoich celów. Kiedy więc przyjmuje zakład swojej wspólniczki pierwsze co robi to listę ludzi, których mógłby uznać za swoich przyjaciół i już pierwsza osoba do której sie zwraca uzmysławia mu, że są jedynie kolegami po fachu i nie ma co zawracać głowy następnym. Nastawiony na sukces, nie potrafiący przyznać sie do porażki Francois szuka na wszelkie sposoby przyjaciela zupełnie nie zauważając, gdy ten niespodziewanie sie pojawia obok, w osobie...taksówkarza. Bruno,bo tak ma na imię to mieszkający na przedmieściach, inteligentny, sympatyczny aczkolwiek nie radzący sobie ze stresem, choć łatwo nawiązujący kontakty mężczyzna, (w przeciwieństwie oczywiście do głównego bohatera), to jednak z nikim nie wchodzący w głębsze relacje człowiek bojący sie ośmieszenia i odrzucenia oraz zranienia. 

          Ci dwaj bohaterowie reprezentują dwie grupy ludzi, których tak na dobrą sprawę możemy na co dzień spotkać wszędzie: w pracy, w sklepie, w środkach komunikacji publicznej. Tych nastawionych na sukces, pozbawionych emocji, samotnych w drogich samochodach i przepięknych domach oraz tych żyjących skromnie, mądrych, ale zranionych w przeszłości, którzy choć łakną kontaktu z drugim człowiekiem to i tak są niezwykle ostrożni w doborze znajomych i przyjaciół, a niejednokrotnie wolą być sami niż znowu doznać uczucia zawodu.
"Mój największy przyjaciel" jest więc nie tylko produkcją, która bawi swoimi dialogami czy scenkami sytuacyjnymi, ale przede wszystkim to historia z morałem, przestrzegająca przed byciem egoistą czy materialistą, a jednocześnie przed byciem naiwnym w kontaktach z innymi.

           Oczywiście ten filmowy wybieg, by z jednej strony pokazać samolubnego dorobkiewicza, a z drugiej łatwowiernego społecznika, nie udałby sie bez odpowiedniego doboru aktorów. I tak Daniela Auteuila widzowie mogą kojarzyć z francuskich filmów akcji jak "36" czy "MR 73", co oczywiście nie oznacza, że Auteuil nie grywa w innych gatunkowo produkcjach. Natomiast Dany Boon to niekwestionowany król francuskiej komedii, przynajmniej według mnie, bez którego takie obrazy jak "Nic do oclenia" czy "Wyszłam za mąż zaraz wracam" nie mogłyby sie udać. Drogą naturalnej, wydaje mi sie, selekcji Auteuil zagrał Francois, a Boon- Bruna. Nie wyobrażam sobie bowiem by Dany Boon miał wcielić sie w rolę szorstkiego w obyciu, skupionego tylko na sobie i pieniądzach biznesmena i nie dlatego że brakuje mu umiejętności aktorskich,a dlatego że przy nim Daniel Auteuil jako prostoduszny, samouk, który samym uśmiechem zjednuje sobie ludzi, byłby po prostu mało wiarygodny. Trzeba więc przyznać reżyserowi, ze potrafił dobrać odpowiednio obsadę, tutaj nawet mało sympatyczna, wydawałoby by sie zimna wspólniczka- lesbijka, która okazuje sie dbającą o Francoisa koleżanką, zagrana przez Julie Gayet, pasuje zarówno do osoby wspólnika jak i wpasowuje sie do ogólnej koncepcji scenariusza.

          Nie mogłabym oczywiście nie wspomnieć o scenografii i fakcie, że "Mojego najlepszego przyjaciela" kręcono w Paryżu. Niestety a może i na szczęście, postacie są tak wyraziście zarysowane, podobnie jak sam scenariusz,a w nim poszczególne sceny, że na otoczenie głównych bohaterów nie zwraca sie szczególnie uwagi- tło pozostaje tłem. Nie dostajemy również oczopląsu od nadmiaru dzieł sztuki, którymi przecież Francois handluje, w filmie pokazana jest co najwyżej jedna duża grecka waza, reszta uwagi widza jest skupiana na relacjach, które sie tworzą między postaciami.

          Film jednocześnie bawi i skłania do refleksji, co niestety nie dzieje sie często szczególnie jeśli chodzi o gatunek jakim jest komedia. Jednak jak już pewnie nie raz wspominałam Francuzi potrafią łączyć nienachalnie scenki rodzajowe z wyraźnie określonymi i zarysowanymi psychologicznie postaciami, co powoduje, że każda kolejna produkcja wnosi coś, ubogaca widza, a przecież poza rozrywką o to chodzi w kinie, nieprawdaż? 
          


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Strangerland

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Ojcowie i córki