Interstellar

Interstellar ( USA, Wielka Brytania, 2014)

Reżyseria: Christopher Nolan
Gatunek: Sci-Fi 

Obsada:
Brand- Anne Hathaway
Profesor Brand- Michael Caine
Donald- John Lithgow
Dr Mann- Matt Damon
Doyle- Wes Bentley
Romilly- David Gyasi

Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy.

Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy,
Starość u kresu dnia niech płonie, krwawi;
Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy.

Mędrcy, choć wiedzą, że ciemność w nich wkroczy -
Bo nie rozszczepią słowami błyskawic -
Nie wchodzą cicho do tej dobrej nocy.

Cnotliwi, płacząc kiedy ich otoczy
Wspomnienie czynów w kruchym wieńcu sławy,
Niech się buntują, gdy światło się mroczy.

Szaleni słońce chwytający w locie,
Wasz śpiew radosny by mu trenem łzawym;
Nie wchodźcie cicho do tej dobrej nocy.

Posępnym, którym śmierć oślepia oczy,
Niech wzrok się w blasku jak meteor pławi;
Niech się buntują, gdy światło się mroczy.

Błogosławieństwem i klątwą niech broczy
Łza twoja, ojcze w niebie niełaskawym.
Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy.
Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy

                                             Dylan Thomas


          Szłam do kina na "Interstellar" nie oglądając wcześniej żadnego zwiastuna. To żadna kokieteria czy brawura z mojej strony, w stylu: jak można wydać pieniądze na bilet nie wiedząc co sie zobaczy.To zaufanie. A przecież ten rodzaj uczucia nie rodzi sie z dnia na dzień, nie powstaje w przypływie chwili i nie trwa 2. godziny. To emocja, która by była prawdziwa wymaga czasu i ciągłego potwierdzania, pracy i zaangażowania. Siadając w fotelu kinowym i po zignorowaniu 20-tu minut reklam (choć zauważyłam, że w jednym z banków i jednej z sieci sklepów-dyskontów są już święta czyli śnieg, choinka i śledzik) po raz kolejny mogłam sie przekonać, że kto jak kto ale bracia Nolan nie zawiedli mojego zaufania. Właściwie już od pierwszego filmu Christophera, który widziałam czyli "Memento" wiedziałam, że między nami czyli między mną-widzem,a obrazem sygnowanym tym konkretnym nazwiskiem jest chemia i to ta prawdziwa filmowa,znana chyba każdemu kinomaniakowi. Każdy kolejny film okazywał sie świętem, wydarzeniem tak ważnym,że można było przegapić wszystko inne tylko nie to.Obsesja? nieee....Pasja i miłość...taaak!

Już od pierwszych minut "Interstellar" zachwyca wizualnie. Ziemia, teraźniejszość? przyszłość? Trudno powiedzieć, na plakacie postać odziana w skafander kosmonauty więc pewnie przyszłość,ale poza tym niewiele o niej wiadomo, tyle że zaczyna brakować żywności oraz że zawieszono działalność wojskową. Nie wiem czy ktokolwiek zauważył tą kinematograficzną tendencję by pokazywać Ziemię przyszłości nie jako molocha ze stali, szkła i techniki, ale raczej planetę pełną brudu i biedy, w sumie,przecież zagłada ludzkości to sprawa nieczysta.
Tutaj główny bohater genialny ex. pilot, błyskotliwy inżynier niespełniony jako farmer odkrywa anomalię, która zaprowadzi go z powrotem do gwiazd czyli podróży między planetarnych, ale niestety nic nie odbędzie sie bez strat w ludziach zarówno tych śmiertelnych jak i tych ukrytych w sferze emocji. Aby uratować gatunek trzeba bowiem przestać myśleć o jednostkach. Mądre motto dla wszystkich akademików i szalonych naukowców czy może nośne hasło dla tych którzy nieustannie robią coś dla innych?

          Kiedy przyjrzeć sie scenariuszowo "Interstellar" to można powiedzieć,że wszystko już było: ziemia jałowieje, coraz trudniej coś wyhodować, trzeba poszukać więc nowego miejsca do życia dla ludzkości, ale z drugiej strony rozmach z jakim Nolanowie zrobili swój film, nakład pracy i finansów, które zostały włożone w to przedsięwzięcie nadal imponuje. Bo nie da sie przejść obojętnie obok widoku kosmosu, czarnej dziury, planet, obok kadrów przedstawiających tornado jeszcze na Ziemii. Jasne ktoś powie: "tornada mam na National Geographic a kosmos to fajnie i w "Grawitacji" sie oglądało". Tylko, że "Grawitacja" to inny wymiar zarówno pod względem treści jak i obrazu. Niby tu kosmos i tam kosmos,tu człowiek walczy o przetrwanie i tam człowiek walczy o przetrwanie,ale to nie to samo. W "Grawitacji" mamy bowiem dramat jednostki, tutaj rozszerza sie nam ona o aspekt gatunkowy; ogólnoludzki, pokazuje całe spektrum charakterów; osobowości, stawia je w ekstremalnych warunkach i zostawia samym sobie, bez szans na ocalenie, bez czasu na wątpliwości czy zmianę stanowiska. To wszystko powoduje dodatkowe napięcie emocjonalne, którego nie znajdziemy nigdzie indziej i wcale nie będzie ono związane z bólem pleców od siedzenia niemal 3.godziny w fotelu kinowym, bo takich szczegółów już sie nie dostrzega, gdy na ekranie pojawia sie Saturn lub pierścień czarnej dziury.
Scenariusz został tutaj tak skonstruowany, że widz nie musi sie niczego domyślać,nie jest może szczególnie zaskakiwany nieoczekiwanymi zwrotami akcji, ale nie łudźmy sie to science fiction a nie kolejna część przygód Jamesa Bonda. Co do szczegółów technicznych (budowa statków) czy tych dotyczących praw fizyki to szczerze mówiąc,tak jak to mam w zwyczaju "nie znam sie,to sie nie wypowiem" i choćbym przeczytała niezliczoną ilość artykułów i książek na temat teorii względności,czarnych dziur, zakrzywienia czasoprzestrzeni i temu podobnych to nigdy Was tym nie będę męczyła.Ja tu bowiem nie pisze o zgodności z rzeczywistością, inni są od tego jak na przykład http://www.crazynauka.pl/interstellar-naukowa-recenzja-filmu/ czy https://www.youtube.com/watch?v=0fWuP12dpdc&feature=em-subs_digest. Wchodząc do kina przestaję z rzeczywistością mieć cokolwiek wspólnego...chłonę film całym ciałem, przenoszę sie do innego wymiaru-kinowymiaru jak go sobie nazywam... no chyba że reżyser ze scenarzystą "dali ciała" to wtedy mam problem ;)  

          Oczywiście, żeby mnie nikt nie oskarżył o propagandę czy ślepą miłość to przyznam, że pojawiły sie w tym filmie elementy, które mi zgrzytały i niestety miały one pierwiastek kobiecy. Chodzi dokładnie o dwie role kobiece: Brand zagraną przez Anne Hathaway oraz Murph- Jessica Chastain. Panie chyba za bardzo wczuły sie w swoje role, pierwsza z wymienionych została przeze mnie odebrana jako maniaczka istot pozaziemskich, w jej dialogach było mnóstwo odniesień do istnienia, próby nawiązania kontaktu itd.aktorka miała niezdrowy błysk w oku jak o nich mówiła-dałam sie w sumie nabrać,bo pomyślałam że szykuje sie jakieś spotkanie trzeciego stopnia,a potem nagły zwrot i okazało sie, że droga pani doktor ma "chłopaka"uwięzionego na planecie i zrobi wszystko by do niego polecieć...absurd jak dla mnie. Z kolei córka głównego bohatera-Murph to dla mnie fenomen-ona sie nie zmieniła pod względem charakteru od momentu jak jej ojciec opuścił Ziemię, niemal do ostatnich kadrów...no może przesadzam zmiana nastąpiła na jakieś pół godziny przed końcem "Interstellar" i przesądziła,oczywiście,o zakończeniu. Rozumiem, że dziecku trudno wybaczyć porzucenie przez rodzica,ale po wielu latach własnych doświadczeń i przemyśleń jeśli sie nie wybacza to chociaż zapomina...tutaj zaciętość Murph na Coopera jest niezwykła...jad wylewa sie z ekranu wręcz nienaturalnie. Pozostałe role: Coopera czy profesowa Branda są ciekawie napisane i niesamowicie zagrane. Według mnie zatrudnienie świeżo upieczonego zdobywcy Oscara Matthew McConaughey było świetnym posunięciem, Michaela Caina nie trzeba nikomu przedstawiać- dla mnie to aktor, którego mam na liście mężczyzn którzy mogą mi czytać bajki na dobranoc,a epizodyczna rola Matta Damona to smaczek i ukłon w stronę widza,a może widzek :) ?

Całość okraszona zaś jak zawsze nieco patetyczną i majestatyczną jednocześnie muzyką Hansa Zimmera przytłacza, zachwyca i poucza (?),bo tak naprawdę można wielu rzeczy sie dowiedzieć nawet o sobie oglądając taki film. To wyjątkowy spektakl kolorów i wzorów powstałych za pomocą komputera splecionych z grą aktorską tak nierozerwalnie, że nie sposób sobie wyobrazić zielonych ścian na tle których ktoś tam odtwarza z pamięci zapisane specjalnie dla niego dialogi, bo może to i w ten sposób powstaje, ale na pewno nie tak zostanie przez Nas zapamiętane.Polecam!






Komentarze

  1. ja mam zamiar wybrać się dopiero do kina na ten film :)
    furman

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo jestem ciekawa tego filmu, bo słyszałam już różne opinie climrem

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogę go Wam zdecydowanie polecić :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Strangerland

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Ojcowie i córki