Obywatel roku

Kraftidioten/ In order of disappearance (Norwegia, 2014)

Reżyseria: Hans Petter Moland
Scenariusz: Kim Fupz Aakeson
Gatunek: komedia kryminalna

Obsada:
Papa- Bruno Ganz
Gudrun- Hildegun Riise
Wingman- Peter Andersson

           Parę dni po tym jak Nils dostaje nagrodę Obywatela Roku, dowiaduje sie,że jego jedyny syn zginął w tajemniczych okolicznościach. Według policji przedawkował narkotyki, w co zresztą wzorowy obywatel nie może uwierzyć, bo według niego jego dziecko nie ćpało. Zrezygnowany po udaremnionym samobójstwie wobec niemożliwości dogadania sie z własną żoną oraz bezradności organów ścigania postanawia sam wymierzyć sprawiedliwość...

          Gdyby ten film dostał polski tytuł w stylu "Sprawiedliwość wśród śniegu" albo jeszcze bardziej banalno-romantyczny to pewnie nawet bym po niego nie sięgnęła. Ale "Obywatel roku",z gatunku komedii kryminalnej, w dodatku zrobiony przez Norwegów nie mógł mnie nie zainteresować. Bo przecież tyle sie mówi o tym jak to mieszkańcy krajów skandynawskich przestrzegają prawa i przepisów, a do tego są dobrzy, inteligentni i praworządni. Poza tym lata oglądania sprawiły,że nabrałam zaufania do produkcji skandynawskich...i jak sie okazało i tym razem sie nie zawiodłam...
          
          Już pierwsze minuty filmu są zachwycające, widoki gór i śniegu, który główny bohater ogromną maszyną odgarnia,by drogi stały sie przejezdne, zapierają dech w piersiach. Potem akcja bez pośpiechu nabiera tempa...powoli ale systematycznie są wprowadzane coraz to nowe wątki. Nie jest ich dużo i tak naprawdę do końca wszystkie zostają rozwiązane, głównie poprzez śmierć, bo trzeba przyznać,że trup ściele sie gęsto...i wcale nie jest anonimowym statystą-postacią bezimienną...każda śmierć zostaje odnotowana na ekranie...ciekawe rozwiązanie,szczególnie dla tych co lubią liczyć zabitych w filmach. Ja ich szczerze mówiąc nie liczyłam...

          Co do twórców to reżyser Hans Petter Moland jest może i mniej znany w tej części świata jednak wcale to nie oznacza że nie potrafi stanąć za kamerą czy poprowadzić takich aktorów jak Stellan Skarsgård czy Bruno Ganz. Zasłużonych dla kinematografii, znanych światowej widowni, o doświadczeniu, które właściwie mogłoby wykluczać granie przez nich w niskobudżetowych produkcjach, co na szczęście nie miało jeszcze miejsca i dzięki temu można ich oglądać nadal w tego typu obrazach. Tutaj obaj panowie wydają sie świetnie odnajdywać w swoich rolach, bez sztuczności czy nadęcia stąd zarówno Nils jak i Papa to postacie na których mogłoby sie wzorować wiele amerykańskich (i nie tylko) charakterów. 
Zupełnie inną kwestią jest,że praca Molanda jak tylko trafi na salony festiwalowe,a potem do szerszej dystrybucji (w Polsce głównie kin studyjnych) od razu jest zauważana, podobnie było z "Aberdeen" czy "Pewnym dżentelmenem". Dlaczego? może dlatego,iż nawet mimo tematyki-znanej czy oklepanej, samo przestawienie jest interesujące i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Postacie poza historią mają duszę, są charakterystyczne, dobrze nakreślone...a wszystko pokazane jest z pewnego dystansu i chłodu typowego dla ludzi północy. Poza tym trudno znaleźć jakiekolwiek nielogiczne elementy scenariusza, jest on przemyślany, nawet jeśli jakieś fragmenty zostały zapożyczone- celowo lub nie z innych produkcji.
Za obrazem tego typu przemawia też scenografia i ścieżka dźwiękowa. Surowe, mroźne krajobrazy są dla, na przykład, polskiego widza dość egzotyczne, szczególnie jeśli uświadomi sobie, iż taka aura panuje w prezentowanych krajach niemal przez cały rok. Co za tym idzie ludzie, niby tak samo zbudowani i myślący wydają sie inni: z jednej strony twardzi i zahartowani przez warunki pogodowe,a z drugiej strony równie wrażliwi jak ci wychowani w cieplejszych klimatach. Muzyka to tutaj element, który wcale nie ociepla wizerunku czy klimatu,a raczej wzmaga burze i zamiecie oraz wzmacnia dramaturgię i tak mocno zaznaczoną przez scenografię i same postacie.
         
          Gatunkowo może nieco na wyrost przypisano "Obywatela roku" do komedii kryminalnych. To z pewnością kryminał ale czy (czarna) komedia? Trudno ocenić, śmiesznych scen czy jakiś szczególnych, cechujących ten gatunek gagów nie ma zbyt wiele, ale może to wynikać właśnie z charakteru twórców, specyfiki obrazów norweskich i sposobu w jaki został przedstawiony przez samych aktorów.

          Ze względu na warunki klimatyczne "Obywatela roku" można by porównać do "Fargo" czy "Hanny"- i pewnie do wielu innych produkcji,choć ja rzadko tak to zestawiam,łatwo sie pomylić,poza tym ktoś inny może mieć jakieś inne skojarzenia na myśli. Gatunkowo to bardziej kryminał niż komedia."Obywatel roku" na pewno nie jest filmem banalnym, choć nie jest to też znaczące dzieło,ale i tak warto go obejrzeć.Szczególnie że idzie zima, więc pora już przyzwyczajać sie do widoku śniegu ;) trupy możemy sobie odpuścić, polskie organy ścigania i tak mają co robić ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Strangerland

Amerykańska sielanka