Trzy dni

Tres días ( Hiszpania, 2008)


Reżyseria: Francisco Javier Gutierrez
Scenariusz: Francisco Javier Gutierrez, Juan Velarde
Gatunek: Dramat / Thriller / Sci-Fi

Obsada:
Alejandro- Víctor Clavijo
Rosa- Mariana Cordero
Lucio/ Soro- Eduard Fernández
Clara- Elvira de Armiñán
Raquel- Ana de las Cuevas
Emilio- Daniel Casadellà
Nico- Juan Galván

          Małe miasteczko w Hiszpanii. Na skutek komunikatu telewizyjnego o zbliżającym sie do Ziemi meteorycie (rzekomo większym niż ten który spowodował wyginięcie dinozaurów), który ma zniszczyć gatunek ludzki, dochodzi do ataków paniki, ucieczek, samobójstw, morderstw oraz ujawnienia wszelkich ludzkich pragnień i lęków, które mają zakończyć sie po 3.dniach Końcem Świata.... 

          Kiedy Hiszpanie kręcą horror wiadomo czego sie spodziewać...krwi, stopniowania grozy, psychozy, tematu który zamraża szare komórki oraz wszystkiego czego człowiek może sie bać i lękać, a czego nigdy do siebie nie dopuszcza. Co nowego jednak można dodać w kinematografii...czego nie było,a co dotyczyłoby końca świata i spadających meteorytów, szczególnie jeśli połączy sie to z ludzkimi dramatami, które zawsze "wychodzą" przy takim temacie? Z ciekawości oraz szacunku do kina hiszpańskiego sięgnęłam po trzeci z kolei film reżysera o nic nie mówiącym mi nazwisku Gutiérrez. Skąd ciekawość? Interesujący, prosty plakat oraz symbole festiwali filmowych między innymi Festiwalu w Maladze (piękne miasto,byłam polecam zobaczyć)- pewnie miejscowego małego festiwalu,ale z reguły to właśnie na takich pokazują kinematograficzne perły. Poza tym miałam ochotę na sci-fi... czasami każdemu sie zdarza... To jednak co zobaczyłam zaskoczyło mnie delikatnie, może nie pod względem fabuły, bo ta okazała sie przewidywalna i miejscami mało wciągająca, choć jak na tak krótki czas projekcji obrazu, posiadająca więcej niż jeden zwrot akcji, ale ze względu na realizację...

Po pierwsze praca kamery- krótkie kadry na przemian z długimi ujęciami, dzięki temu wiadomo, które fragmenty fabuły są ważniejsze dla widza, a przynajmniej powinny bardziej przykuć jego uwagę,a które może zignorować. Akurat to lubię w filmach, dzięki temu nie tworzą sie dłużyzny, niepotrzebne epizody, nie czuje sie potrzeby zrobienia kawy/ herbaty/ jedzenia/ pójścia do toalety...itd. (niepotrzebne skreślić ;)
Gra aktorska czyli po drugie, aktorzy świetnie wiedzą co, gdzie i jak- co mają mówić, gdzie mają stać, jakie emocje mają odgrywać, ma sie wrażenie że nic nie jest tutaj dziełem przypadku czy spontanicznych działań na planie. Możliwe że reżyser kierował aktorami, jednak efekt jest jak najbardziej naturalny, ekspresywny i wstrząsający czyli to w czym Hiszpanie są faktycznie dobrzy. Pod tym względem dla mnie kino hiszpańskie jest "odświeżające",bo twarze hiszpańskich aktorów jeszcze mi sie nie opatrzyły (tak jak na przykład amerykańskich), kojarzę tylko kilka, reszta to dla mnie novum. Dzięki temu też ma sie okazję zobaczyć warsztat pracy inny niż dotychczas, charakterystyczny dla danej nacji, u Hiszpanów dominuje jak to sobie nazywam warsztat mocno ukierunkowany na emocje i ich odgrywanie w sposób dynamiczny, sugestywny, plastyczny, to daje widzowi wgląd we własne uczucia związane z oglądanym obrazem.    
Scenografia, czyli po trzecie, jest przytłaczająca bez względu na to czy kręcono we wnętrzach czy na zewnątrz, ma sie wrażenie końca...świat wydaje sie być "suchy",niestabilny, natura nie sprzyja człowiekowi, ma sie poczucie ciszy jaka panuje i wszechogarniającego upału, duchoty. Cały czas towarzyszy widzowi uczucie ulotności, śmierci, która nie odstępuje bohaterów filmu. I jeszcze te trzy tytułowe dni niczym tykający zegar a właściwie bomba zegarowa.
No i jest jeszcze...muzyka, która niby jest a niby jej nie ma, dzwoni w uszach, wibruje i znika. I w ogóle sie jej nie pamięta...choć można by dać głowę, że była...Równie dziwna jak scenografia, wtapia sie w tło pozostawiając bohaterów na pastwę przeznaczenia, pozostawiając ich ich własnemu losowi.

          Film "Trzy dni" powstał przy współudziale telewizji hiszpańskiej i właściwie mógłby być uznany za film telewizyjny. Ma zresztą wszelkie cechy takowego: niski budżet, kilka planów filmowych (w sumie trzy czy cztery), mało znani aktorzy, ograny temat, regionalizm (zarówno jeśli chodzi o dystrybucję jak i fabułę)...a jednak przyciąga do kin studyjnych, małych festiwali, głównie kinomanów, którzy oczekują od filmu czegoś więcej niż tylko kolorowych obrazków czy "lajtowych" scenariuszy. Jeśli więc jesteście poszukiwaczami emocji w kinie to mogę ten obraz Wam polecić (choć nie spodziewajcie sie czegoś niesamowicie ambitnego, raczej bawcie sie własnymi odczuciami podczas seansu), ale jeśli szukacie nowych, alternatywnych scenariuszy katastroficznych...to będzie to dla Was film-owa katastrofa.      

Komentarze

  1. Brzmi zachecajaco, a nawet mysle, ze mogloby to podzialac na wyobraznie. Lubie takie skromne, acz mocne produkcje :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Strangerland

Amerykańska sielanka