Porwanie

Kapringen / A Hijacking ( Dania, 2012)


Reżyseria: Tobias Lindholm
Scenariusz: Tobias Lindholm
Gatunek: Dramat / Thriller

Obsada:
Mikkel Hartmann- Pilou Asbæk
Peter C. Ludvigsen- Søren Malling
Lars Vestergaard- Dar Salim
Omar- Abdihakin Asgar
Kapitan- Keith Pearson

          Kiedy w drodze do Bombaju zostaje porwany statek handlowy jednej z duńskich kompanii, prezes wraz z zarządem muszą podjąć decyzję o przekazaniu okupu somalijskim piratom. Jednak negocjacje sie przeciągają,a życie załogi staje sie coraz bardziej zagrożone. Zarówno na duńskiej ziemi jak i Morzu Arabskim dochodzi w tym czasie do małych i większych incydentów oraz ludzkich dramatów. Impas może trwać naprawdę długo...

          Współscenarzysta rewelacyjnego "Polowania"z Mads'em Mikkelsen'em niemal w tym samym roku wyreżyserował swój własny projekt pokazujący porwanie statku handlowego z trochę innej niż do tej pory perspektywy. Przyzwyczajeni do brawurowych akcji przejmowania statków, samolotów, porywania ludzi i kradzieży przedmiotów będziemy mieli okazję oglądając "Porwanie" przyjrzeć sie, w zarysie i dużym skrócie oczywiście, decyzjom jakie towarzyszą negocjacjom w sprawie okupu. Oczywiście nie dostaniemy tutaj szczegółowego schematu jak powinny wyglądać rozmowy z porywaczami, nie dowiemy sie ile tak naprawdę firma mogła przekazać pieniędzy za odzyskanie statku wraz z ludźmi na nim sie znajdującymi. Nie padnie też, na szczęście bo to nieco przeintelektualizowane ,pytanie o cenę ludzkiego życia. Będzie za to dużo ciszy wypełnionej frustracją, napięciem, niepewnością i strachem. Będą krótkie sceny, gdzie przerażenie spowoduje paraliż i niemożność podjęcia jakiegokolwiek działania. A wszystko to zostało opakowane w przytłumione barwy i atmosferę dystansu tak charakterystycznego dla kina skandynawskiego.

 
          Na początek nieco krytyki czyli czego zabrakło mi w "Porwaniu". Myślę że motywu związanego z rodziną, który został tutaj potraktowany nieco po macoszemu. Sytuacja uwięzienia jest nietypowa i trudna nie tylko dla szefów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo swoich pracowników czy jak tutaj samych marynarzy, ale także ich żon, dzieci, partnerek,rodziców i przyjaciół. W duńskiej produkcji doliczyłam sie może trzech czy czterech krótkich scen z ich udziałem. Właściwie można powiedzieć, że reżyser w scenariuszu potraktował rodziny porwanych, tak jak zrobił to jego główny bohater prezes Peter C. Ludvigsen po prostu je zbył, skupiając sie na tym co dzieje sie w małym pokoiku z telefonami, dużą tablicą przedstawiającą plan negocjacji i kilkoma osobami, które to na zmianę tracą to odzyskują nadzieję. Nadzieję na co? Na odzyskanie statku, który jak zostało powiedziane jest dla firmy niewiele wart czy może powrocie załogi? A może to raczej chęć i walka by wydać jak najmniej pieniędzy. Jeśli tak to scenariusz i tak łagodnie pokazał jak nieludzkim można być w obliczu tragedii która rozgrywa sie setki,a może i tysiące kilometrów dalej, gdzie strach miesza sie ze złością, a ufność pokładana w pracodawców to rośnie to znów maleje.

          Mocną stroną "Porwania" są z pewnością zdjęcia. Pokazanie najbardziej dramatycznych scen na statku, a jednocześnie w całkowitym skrócie, tak by nie znudzić widza, wspomnienie o największych niedogodnościach tej sytuacji,a potem płynne przejście do budynku firmy, w której grupa najważniejszych osób ma podjąć naprawdę ważką decyzję to z pewnością duży atut przemawiający na korzyść filmu. Cisza i pozorny spokój głównego bohatera to także interesujące elementy, które sprawiają, że obraz staje sie charakterystyczny. Trudno będzie zapomnieć taki zestaw uczuć i reakcji, w obliczu tragedii, która czyha, a może być konsekwencją chwilowej słabości, złej decyzji czy nagłego zdenerwowania. Zachowania głównego bohatera wydają sie nie pasować do sytuacji, ale pasować do niego samego i mentalności narodowej, którą reprezentuje. W końcu zimna kalkulacja i spokój kojarzą sie z ta częścią świata.

          Całość dopełnia ciekawa gra aktorska. Zarówno Pilou Asbæk jak i Søren Malling to panowie z długim stażem aktorskim, co widać zresztą na ekranie. Pilou Asbæk grając kucharza Mikkel reprezentuje tutaj sferę emocjonalną, jest niezwykle ekspresywny, w tych krótkich scenach w których go widzimy. Z kolei Søren Malling i jego prezes Peter to oaza spokoju, rozwagi i zimnej, duńskiej kalkulacji...do czasu oczywiście. Najmniej spektakularnie wypadają somalijscy piraci, ani groźni, ani niezrównoważeni, ot nieco wychodzeni faceci z bronią.

          Kiedy ogląda sie taką produkcję, na pewno ma sie ochotę sięgnąć ponownie po obrazy kina skandynawskiego. Ma bowiem ono w sobie elementy takie jak dialogi czy zachowania bohaterów, które sprawiają że jest ono interesujące i inteligentne.Kino skandynawskie, według mnie, skierowane jest do widza wymagającego i lubującego sie w szczegółach, jednak każdy powinien sięgnąć po choć jeden tytuł, bo może akurat to własnie taka atmosfera będzie dla niego najlepszą formą rozrywki przed ekranem.Polecam!




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Amerykańska sielanka

Marvellous