Chappie na poważnie w Prima Aprilis

Chappie (USA, Meksyk, Afryka Południowa, 2015)

Reżyseria: Neill Blomkamp
Scenariusz: Neill Blomkamp, Terri Tatchell
Gatunek: Sci-Fi / Thriller / Akcja

Obsada:
Chappie- Sharlto Copley
Deon Wilson- Dev Patel
Ninja- Ninja
Yolandi- Yo-Landi Visser
Yankie (Amerika)- Jose Pablo Cantillo
Michelle Bradley- Sigourney Weaver
Vincent Moore- Hugh Jackman
Hippo- Brandon Auret



          Świat filmu od zawsze rządził sie swoimi prawami i już od kiedy przestał być niemy przechodził liczne przeobrażenia, między innymi dzięki rozwojowi techniki oraz ludziom i ich niezwykłym pomysłom. Koncepcja by w obrazie występowali znani muzycy nie jest nowa. Jednak w przypadku "Chappiego" realizacja i ich zaangażowanie w projekt nadaje mu zupełnie inny wymiar, który dla jednych może być niezwykłym widowiskiem, natomiast dla innych długim teledyskiem. Jednak może zacznijmy od początku...

          Na początku "Chappie" wydaje sie być kolejną produkcją sci-fi o sztucznej inteligencji i walce z przestępczością. Mamy więc rok 2016 kiedy w Johannesburgu do walki z przestępczością zostają zaangażowane roboty zwane Skautami, co zdecydowanie zmniejsza ilość rozbojów i kradzieży oraz śmiertelność wśród funkcjonariuszy policji. Jednak dla twórcy tych maszyn to ciągle mało. Deon chce bowiem stworzyć robota, który będzie miał świadomość, odczuwał emocje oraz podejmował decyzje. Kiedy mu sie to udaje okazuje sie, że jego szefowa, Michelle Bradley z Tetravaal, nie jest przychylna tej koncepcji i nie zgadza sie na wykorzystanie jednego ze Skautów jako prototypu. W tej sytuacji Deon musi na własną rękę zawalczyć o realizację swojego marzenia, zresztą przy"niewielkiej" pomocy....miejscowego gangu, co przynosi dość niespodziewane efekty.

          Kiedy dwa lata temu pisałam recenzję Elizjum, do przeczytania tutaj http://film2me2you.blogspot.com/2013/08/elizjum.html ,wspomniałam że warto poczekać na kolejną produkcję Neilla Blomkampa by przekonać sie czy reżyser z Johannesburg ma szansę stać sie kinematograficznym geniuszem,a jeśli nie to przynajmniej by porównać i ocenić jego ciągle rozwijającą sie pracę. I przyznam, że już pierwsze zwiastuny "Chappiego", które pojawiły sie rok temu wprawiły mnie w radosne oczekiwanie choć wcale to nie nazwisko reżysera je spowodowało. Po pierwsze, nie od dziś wiadomo, że lubię tematykę sztucznej inteligencji w kinie, a po drugie udział dwójki aktorów- amatorów, wzbudził moje radosne niedowierzanie i chęć zobaczenia ich na dużym ekranie. Kim jest ta tajemnicza dwójka? To nikt inny tylko Ninja i Yo-Landi Vi$$er członkowie zespołu Die Antwoord z Republiki Południowej Afryki.

 Zdaję sobie sprawę, że wygląd tych artystów już nikogo nie zszokuje, ale biorąc pod uwagę jaką muzykę grają,a jest to hip- hop w odmianie rap-rave okazuje sie, że ten image zdecydowanie pasuje nie tylko do sceny muzycznej, którą reprezentują, ale również projektu filmowego jakim jest "Chappi"

        
           Jednak tak naprawdę by zrozumieć o co chodzi w filmie "Chappie" trzeba znać lub przynajmniej orientować sie w dwóch kwestiach. Pierwszą z nich jest historia Południowej Afryki,a dokładniej Republiki Południowej Afryki. Po co? By chociażby zrozumieć tę skalę (bezsensownej?) przemocy jaką Blomkamp serwuje nam w filmie. I nie mówię tu o zamierzchłej przeszłości, ale o tak naprawdę wydarzeniach ostatnich 30-40.lat jak powstanie w Soweto w 1976 roku czy ponad 200 ( w sumie to około 500.) ataków zbrojnych w 1986 roku czy demontaż systemu jakim był apartheid. By zrozumieć czym jest getto,a na skutek powstań czy masakr zawsze sie tworzy,trzeba wiedzieć jak powstało,a według mnie tak naprawdę to nie tylko wypadkowa biedy i przemocy,ale także innych czynników społeczno- politycznych.
Drugim ważnym elementem filmu jest Die Antwoord (z afrikaans – "Odpowiedź", źródło Wikipedia) i ich muzyka. W część dialogów powplatywane są teksty piosenek zespołu, więc dla fana będą to oczywiste oczywistości, natomiast dla kogoś kto nigdy nie zetknął sie z twórczością Ninja i Yo-Landi scenariusz może sie wydawać co najmniej dziwny. W "Chappim" można też usłyszeć niewielkie fragmenty piosenek Die Antwoord subtelnie dodawane do poszczególnych scen. 

          Przechodząc już do samego filmu to oczywiście można sie w nim doszukać mnóstwa nieścisłości, szczególnie w kwestiach walki, uzbrojenia czy samej technologii i sztucznej inteligencji. Jednak jak zawsze powtarzam film fabularny ma bawić, nie edukować....jeśli ktoś chce być edukowany, niech poszuka dokumentu na dany temat. "Chappi" jest widowiskowy, miejscami efektowny, czasem wzruszający, nieco może pouczający, ale tylko powierzchownie. Według twórców filmu ludzkość nie jest jeszcze gotowa na sztuczną inteligencję, jest bowiem zbyt arogancka, agresywna i brutalna, o chorych ambicjach, próżna i chciwa.

          Niestety mimo oczekiwań, których jednak warto nie mieć zanim zasiądzie sie przed ekranem, film aktorsko nie zachwyca. Najlepiej wypadł, według mnie, Dev Patel jako Deon-twórca Skautów i Chappiego znany szerokiej publiczności z filmów takich jak "Slumdog, milioner z ulicy" czy "Ostatni władca wiatru". Hugh Jackman i jego komandos- naukowiec Vincent Moore to raczej karykatura zarówno komandosa jak i naukowca tylko tak jakoś pokracznie połączona. Sigourney Weaver zupełnie mnie nie przekonała, że jej postać Michelle Bradley potrafi kierować firmą zbrojeniową. A Ninja i Yo-Landi, no cóż widać było że dobrze bawili sie grając w tym filmie, jednak pamiętając przy tym że plan zdjęciowy to nie scena muzyczna i chwała im za to.

          Kto jeszcze nie widział "Chappiego" powinien najpierw zajrzeć chociaż do Wikipedii, by dowiedzieć sie, gdzie leży Republika Południowej Afryki i co tam sie mniej więcej działo, najlepiej słuchając przy tym Die Antwoord. Wiem że język afrikaans (w tym języku śpiewa zespół) to nie angielski i nie uczą go w szkole, ale jako fanka zespołu dodam że teksty piosenek Die Antwoord zawierają angielskie sformułowania, więc może da sie z tego coś zrozumieć :) 
          Oglądając "Chappiego" pozwólcie sobie na chwilę relaksu, bo dzięki temu będziecie mogli nie tylko dobrze sie bawić, ale także na chwilę stać sie znowu dziećmi, a to w kinie nie lada sztuka,no chyba że ogląda sie bajki lub baśnie.
          Co do mnie to czekam na kolejny film Neill Blomkamp z równie ciekawą koncepcją, bo na mistrzowskie wykonanie chyba nie mam co liczyć. Zarówno "Elizjum" jak i "Dystrykt 9" czyli poprzednie filmy tego reżysera zawierają pewne podobne elementy, które warto uznać za znak rozpoznawczy Blomkampa i liczyć na to że kolejna produkcja nie będzie gorsza.Czego zresztą Blomkampowi życzę. 

          

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Amerykańska sielanka

Nikt z Nikąd / Un illustre inconnu