Tydzień z Oscarem- Most szpiegów

Bridge of Spies (USA, Niemcy, Indie/ 2015)

Reżyseria: Steven Spielberg
Scenariusz: Matt Charman, Ethan Coen, Joel Coen
Gatunek: Biograficzny /Dramat /Thriller
Obsada:
Rudolf Abel- Mark Rylance
James B. Donovan- Tom Hanks
Agent Blasco-  Domenick Lombardozzi
Agent Gamber- Victor Verhaeghe


          Oparta na faktach historia amerykańskiego prawnika, który zostaje zatrudniony do obrony rosyjskiego szpiega w czasach zimnej wojny. Zaangażowanie w sprawę Rudolfa Abela spowoduje iż adwokat James Donovan zostanie wysłany do Niemiec Wschodnich, by negocjować uwolnienie amerykańskiego pilota oraz młodego studenta ekonomii. 

          Steven'a Spielberg'a raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. Myślę, że nawet osoby, które sporadycznie oglądają filmy mogłyby wymienić choć jedną produkcję, w którą zaangażowany był ten utalentowany producent i reżyser. Nie ma wątpliwości, że jego osiągnięcia robią wrażenie, a dorobek stał sie kanonem kinematografii. Mimo to "Most szpiegów" mnie nie zachwycił. Wydał mi sie nudny, odtwórczy i mało odkrywczy i nawet nazwisko Coen jako twórców scenariusza nie przekonały mnie, że jest inaczej. 
Sama historia Donovana wydaje sie być ciekawa. Absolwent Harvardu, który po 1945 roku uczestniczył po stronie oskarżenia w procesie w Norymberdze, zostaje wyznaczony w 1957 roku do obrony rosyjskiego agenta oskarżonego o szpiegostwo na terenie Stanów Zjednoczonych. To dzięki niemu Rudolf Abel nie trafił do celi śmierci, również to on,współpracując z CIA, przyczynił sie do wymiany więźniów pięć lat później. Abela wymieniono za pilota o nazwisku Powers. Oczywiście zasług i osiągnięć przed i po sprawie Abela Donovan miał więcej, jednak akurat ten fragment jego biografii został wybrany przez twórców filmu.  
Nie da sie ukryć filmów szpiegowskich było już wiele i zapewne wiele z nich bardziej zasługiwało na statuetkę Akademii jak choćby "Zawód:szpieg" z 2001 roku czy "Dobry agent" z 2006 roku, gdzie ten drugi lepiej oddaje atmosferę lat 40-tych niż "Most szpiegów" lata 50-te. Nie mówiąc już o grze aktorskiej, gdzie Tom Hanks- silący sie na bycie zabawnym i milczący oraz nijaki Mark Rylance, który za swoją kreację otrzymał nagrodę Akademii jako najlepszy aktor drugoplanowy, to nie najkorzystniejszy, według mnie wybór obsady do takiej produkcji. Nie przekonała mnie też scenografia ani wnętrza ani otwarte przestrzenie- tych ostatnich było zbyt mało i okazały sie absolutnie bez wyrazu historycznego. Nawet scena budowania Muru Berlińskiego nie wywarła na mnie żadnego wrażenia,a powinna, bo był to ważny moment w historii.
W ogóle trudno powiedzieć czy cokolwiek zwróciło moją uwagę albo zrobiło na mnie wyjątkowe wrażenie. Scenariusz okazał sie płaski, postacie mało wyraziste. Widziałam w swoim życiu wiele filmów i zawsze starałam sie w nich znaleźć jakiś pozytyw, jednak w przypadku tej produkcji nic nie przychodzi mi do głowy. Jeśli natomiast Wy macie jakieś pozytywne spostrzeżenia to chętnie je poznam. Sama "Mostu szpiegów" nie polecam, szkoda tych dwóch godzin, lepiej wrócić do któregoś z poprzednich filmów o szpiegach lub poczekać na coś lepszego.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Strangerland

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

W serialowym skrócie czyli 3.seriale jednego sezonu