Boy 7

Boy 7 (Holandia /2015)

Reżyseria: Lourens Blok
Scenariusz: Marco van Geffen, Philip Delmaar, na podstawie książki Mirjam Mous 
Gatunek: Akcja /Sci-Fi / Thriller

Obsada:
Sam- Matthijs van de Sande Bakhuyzen
Lara- Ella-June Henrard
Luis- Yannick Jozefzoon
Zero- Tygo Gernandt
Marit- Halina Reijn

          Kiedy Sam odzyskuje świadomość w zatłoczonym metrze nie wie jeszcze, że jest poszukiwany, gdyż uciekł ze ściśle strzeżonego ośrodka, gdzie przygotowuje sie niedostosowaną społecznie młodzież do "tajnych" misji, z pendive'm zawierającym dane mogące zaszkodzić wielu wpływowym osobom.

          Niedaleka przyszłość Holandii według Mirjam Mous i Lourens'a Blok'a pozornie nie różni sie niczym od naszej teraźniejszości. Obywatele nadal przemieszczają sie samochodami i komunikacją miejską. Młodzi używają tradycyjnych laptopów z dobrze znanymi nam systemami operacyjnymi. Wszyscy ubierają sie tak jak dyktuje im moda lub własny gust i nie odbiega to raczej od tego co widzimy codziennie na ulicach. 
Postronny obserwator raczej nie zauważyłby też, że Holendrzy przyszłości żyją w państwie policyjnym bowiem w filmie Lourensa Bloka nie wyczuwa sie atmosfery terroru czy ślepego posłuszeństwa wobec władzy. Jedynie w narracji na początku "Boy 7" jest wzmianka o sytuacji politycznej kraju, a potem przez niemal półtorej godziny poznajemy losy Sama, wplątanego w aferę lewackiego ruchu "Tłum"-młodego informatyka-hakera, który zostaje przyłapany na włamie hakerskim za co trafia, za pełną zgodą matki, do supertajnego ośrodka "resocjalizacyjnego". I tutaj bez zaskoczeń, placówka dla niedostosowanych społecznie wygląda tak jak i nasze współcześnie: groźnie i surowo prezentujący sie budynek, ascetyczne, minimalistyczne wnętrza, mur otaczający podległy teren. Młodzi poddani są rygorowi, zamykani w swoich pokojach, z których wychodzą głównie na posiłki i różnego rodzaju zajęcia, które trzeba przyznać nieco odbiegają od tego co znamy lub o czym słyszeliśmy. Każdy nastolatek jest bowiem kształcony przez doświadczonego nauczyciela z dyscypliny....za którą został złapany. W ten sposób nasz bohater pod okiem atrakcyjnej Marit doskonali swoje umiejętności hakerskie. W tym miejscu zaczynają sie różnice miedzy tym co znamy z naszej rzeczywistości czyli resocjalizacją przez terapię i pracę, traktowaniem młodocianych dyscypliną i rygorem oraz typowym celem istnienia placówek tego typu którym jest przyuczenie młodych do życia w społeczeństwie, a tym co widzimy na ekranie czyli resocjalizacją w konkretnym celu, stosowaniem terroru i tajemnic na równi z dyscypliną oraz nietypowym przeznaczeniem zarówno ośrodka jak i ludzi w nim przebywających, co nazwałabym zresztą łagodnym science fiction czyli takim bez wizualnych udoskonaleń budynków i pojazdów oraz bez wszczepów i cyborgizacji za to z ideą, która może odbiegać od standardów myślowych wielu widzów. 

          Trzeba przyznać, że choć film wydaje sie być zrealizowany po kosztach to dzięki wartkiej akcji oraz ciekawej fabule wciąga. Gra aktorska wprawdzie nie zachwyca, ale krótkie kadry, z których niektóre wydają sie być niemal artystyczne, wspierają opowiadaną historię, poprzez grę kolorów, ostrości i zbliżeń. Drugi plan według mnie nie istnieje, bo po prostu nie jest potrzebny. Scenariusz bowiem jest krótki, prosty oraz zrozumiały choć miejscami realizowany w sposób chaotyczny. 
Przeżycia głównego bohatera wydają sie być mało intensywne, może nawet mało istotne, w obliczu niektórych zdarzeń, choć może to być równie dobrze wynik uwarunkowań środowiskowych lub kulturalnych. W końcu jeśli nie zna sie Holendrów to trudno powiedzieć czy są narodem okazującym emocje czy nie. Ja przyznaję sie że nie znam.
Scenografia podobnie jak i muzyka są ledwo zauważalne. Przy krótkich scenach to nieuniknione. Film mógłby być kręcony równie dobrze w Polsce jak i w Stanach Zjednoczonych, brak bowiem cech charakterystycznych dla danego miejsca/ regionu/ kraju. Muzyki równie dobrze mogłoby nie być, choć "Boy 7" ma, na szczęście, swój rytm i dynamikę co zupełnie wystarcza i nie wymaga dodatkowej oprawy.  

          "Boy 7" nie jest więc wybitnym dziełem kinematograficznym, jednak dzięki pomysłowi, może zostać zapamiętany przez niejednego widza...choć przypuszczam, że prędzej będzie to fan science fiction niż kinomaniak rozkochany w kinie niezależnym.         

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Amerykańska sielanka

Marvellous