Niewygodna prawda

          Słowem wstępu. Jeśli czytacie mojego bloga to pewnie zauważyliście,że ostatnio bardzo mało piszę i recenzuję. Powód jest prosty i niestety smutny, coraz mniej filmów oglądam,zresztą można to zaobserwować tutaj: https://pl.pinterest.com/kaskaolszewska/movies-of-the-year-2016/
Mam jednak nadzieję, że Was to nie zniechęci od zaglądania na Pole Filmów,a ja zrobię co w mojej Mocy, by było tutaj po co zaglądać,a więc zaczynamy! 

Truth (Australia /USA / 2015)

Reżyseria: James Vanderbilt
Scenariusz: James Vanderbilt, na podstawie książki Mary Mapes
Gatunek: Dramat / Biograficzny
Obsada:
Mary Mapes- Cate Blanchett
Dan Rather- Robert Redford
Mike Smith- Topher Grace
Roger Charles-Dennis Quaid
Lucy Scott- Elisabeth Moss
Andrew Heyward- Bruce Greenwood
Pułkownik Bill Burkett- Stacy Keach
Mark Wrolstad- John Benjamin Hickey

          Jest rok 2004 kiedy Mary Mapes, dziennikarka CBS prowadzi śledztwo w sprawie przebiegu służby wojskowej George'a W. Busha  i nie byłoby w tym nic sensacyjnego, gdyby nie fakt zbliżających sie wyborów prezydenckich oraz pewnych dokumentów, które mogą sie okazać nie do końca oryginalne.

          Scenarzysta takich filmów jak "Zodiac" czy "Niesamowity Spider-Man" zadebiutował jako reżyser dramatu politycznego, gatunku o tyle trudnego że wymagającego od twórców dopracowania i pokazania wielu szczegółów i mającego szanse na spore zainteresowanie jedynie wtedy gdy temat produkcji, a także obsada trafią w gusta widza. 

           Przyznam,że z początku główny wątek filmu wydał mi nieco nudny, pomyślałam nawet: "Kogo interesuje czy G.W. Bush pomiędzy 1972, a 1973 rokiem zdezerterował z wojska czy nie. Przecież to już mało istotne, był prezydentem dwóch kadencji,a po nim pojawili sie inni i jakoś Stany Zjednoczone ani nie zbankrutowały ani nie zniknęły z mapy świata, więc o co tyle szumu". Jednak już po jakiś 45 minutach filmu, kiedy akcja nabrała rozpędu za sprawą pewnego dokumentu, który wpadł w ręce dziennikarzy śledczych,a właściwie kopii tego dokumentu, nie mogłam oderwać oczu od ekranu. Może nie interesują mnie bowiem kwestie dezercji w wojsku,a tym bardziej w wojsku amerykańskim, jednak sprawy dotyczące fałszerstw, matactwa, zatajania informacji czy wyciszania niewygodnych tematów i świadków uważam za dobry pomysł na scenariusz filmowy. W "Niewygodnej prawdzie" wątki dotyczące wspomnianego dokumentu łączą sie z pytaniami o etykę dziennikarską i moralność głównych bohaterów. Pod koniec filmu wręcz czujemy ciężar odpowiedzialności za prawdę jaka ciąży na tych, którzy jej poszukują i chcą ujawnić. Widzimy też konsekwencje jakie ponosi główna bohaterka za próbę zdemaskowania utajnionych faktów z życia prezydenta, choć pewnie niektórzy powiedzieliby że poniosła karę za niechlujstwo w śledztwie które prowadziła.    
Kolejnym dosyć ciekawym motywem który pojawia sie w filmie Vanderbilta jest kwestionowanie prawdziwości dokumentu wojskowego przez anonimowego internautę. Dzisiaj w 2016 roku to my internauci tworzymy informacje/newsy i internet, jednak w 2004 roku to jeszcze telewizja, prasa czy szeroko pojęte media były uznawane za czwarta władzę. Czwarta władza kończy sie lub według niektórych jest już skończona,a "Niewygodna prawda"pokazuje początek tego końca.

          Co do obsady to myślę, że ta w "Niewygodnej prawdzie" przypadnie do gustu niejednemu widzowi. Przede wszystkim Cate Blanchett, która z filmu na film jest coraz lepsza. To aktorka o wielu twarzach i niezwykłym talencie, która zagrała między innymi królową Anglii, elfkę, neurotyczną nauczycielkę,a nawet lesbijkę...przepraszam...homoseksualistkę, zresztą w przypadku Blanchett można by tak wymieniać i wymieniać bez końca. Poza nią w produkcji Vanderbilta zobaczymy cudownego i nieśmiertelnego Roberta Redforda. Według mnie duet Blanchett-Redford to As wręcz oscarowy tego filmu. Partnerują im na ekranie Dennis Quaid i Bruce Greenwood. Nie kojarzycie tego ostatniego? Na pewno kojarzycie, wpiszcie jego nazwisko w wyszukiwarkę to jeden z lepszych aktorów drugiego planu. Jest jeszcze Elisabeth Moss, tak to ta z serialu "Mad Men", ale  tutaj jest jakaś taka nijaka, bardziej podobała mi sie w "High-Rise". Reszta aktorów wypadła nieźle lub epizodycznie ;)

          Całość trzyma w napięciu, choć niektórym jak mnie potrzeba chwili by wczuć sie w atmosferę tego filmu i to może być w sumie jedyną przyczyną, że ten czy owy nie obejrzy tej produkcji do końca.A szkoda bo warto!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Amerykańska sielanka

Nikt z Nikąd / Un illustre inconnu