Legion samobójców

Suicide Squad (USA / 2016)

Reżyseria: David Ayer
Scenariusz: David Ayer
Gatunek: Akcja /Komedia

Obsada:
Deadshot- Will Smith
Harley Quinn- Margot Robbie
Joker- Jared Leto
Rick Flag- Joel Kinnaman
June Moone / Enchantress- Cara Delevingne
Boomerang-Jai Courtney
Killer Croc- Adewale Akinnuoye-Agbaje
El Diablo- Jay Hernandez
Katana- Karen Fukuhara
Amanda Waller- Viola Davis

          Świat trzeba uratować. Nie da sie ukryć, ktoś musi to zrobić i niestety czasami Superman z Batmanem nie wystarczą. Jednak Amanda Waller, agentka od oczywiście tajnych i oczywiście rządowych operacji, ma plan. Wyciągnie z więzienia najbardziej niebezpiecznych i niezrównoważonych przestępców i da im pistolety, karabiny oraz kij baseballowy...a potem do roboty...w końcu jakoś muszą zasłużyć na skrócenie wyroków...o 10 lat :)

          David Ayer, dla mnie to świetny reżyser i scenarzysta, spec od kina akcji. Na produkcje twórcy takich filmów jak "Królowie ulicy", "Bogowie ulicy"czy "Furia"  po prostu czekam i oglądam w ciemno. Tak samo było z "Legionem samobójców". Choć przyznam że tym razem miałam pewne obawy między innymi czy aby nie będzie robiony "pod publiczkę"- komercyjny do szpiku kości lub ostatniego milimetra taśmy filmowej jak kto woli, czy obecność aktualnych gwiazd kina jak Joel Kinnaman i Jared Leto a także znanych twarzy Willa Smitha i Violi Davis nie popsuje radości z oglądania, czy nie będzie zbyt kolorowy, poprawny politycznie, językowo, zbyt mało brutalny(tak,tak!) i czy przypadkiem nie wypadnie zbyt komiksowo...Na szczęście moje obawy okazały sie bezpodstawne i dobrze, bo już dawno tak dobrze nie wydałam pieniędzy w kinie i zastanawiam sie czy nie pójść jeszcze raz...tym razem tylko dla panny Quinn ;) bo zdecydowanie jest na co popatrzeć zarówno wizualnie jak i aktorsko.

          Od razu może przyznam sie, że historia Suicide Squad była mi mało znana, może dlatego, że komiksy i filmy animowane przestały mnie fascynować lata temu, a może po prostu w pewnym momencie nastąpił u mnie przesyt obrazów z metaludźmi jako super bohaterami po raz kolejny ratującymi świat i ludzkość? Trudno bowiem nie zauważyć, że ostatnio mamy do czynienia z kinematograficznym wysypem Batmanów, Supermenów, Ant-Manów i wielu innych postaci, walczących samotnie lub łączących sie w grupy jak Avengers. Właściwie co roku wychodzi przynajmniej jedna produkcja z superbohaterem w tytule, więc kolejne i kolejne nie powinny już robić wrażenia, choć marketingowcy dwoją sie i troją dbając o to byśmy nie zapomnieli pójść do kina. Jak każdy widz mogłam mieć dość...
          Na nasze szczęście są jeszcze tacy reżyserzy jak David Ayer. Facet nie dość że stanął za kamerą, to najpierw napisał scenariusz, więc wiedział co robi, co zresztą widać oglądając "Legion samobójców". Dzięki takim twórcom chce sie jeszcze chodzić do kina na superbohaterów, bo dzieki ich pracy: wszystkie sceny są spójne, akcja wartka i ciekawa, przebieg wydarzeń chronologiczny (nie licząc wspomnień głównych bohaterów) aktorzy dobrze przygotowani do roli, a atmosfera filmu nie wydaje sie być papierowa czy sztuczna. Dostajemy wprawdzie dość prosta historię, co jednak nie powinno dziwić skoro scenariusz opiera sie o zdarzenia z komiksów. Nie przeszkadza to wcale w odbiorze, bo tak naprawdę w "Legionie samobójców" nie chodzi o to co mają zrobić postacie, ale kim są. Film bowiem skupia sie na tym by widz poznał bohaterów, z którymi, tak jak ja, nie miał wcześniej do czynienia, bowiem stworzone przez DC uniwersum jest ogromne i nie zawsze można sie połapać kto jest kim i kogo zna. 

          Ayer'owi udało sie zaprezentować Suicide Squad od najgorszej strony jako bandę morderców bez skrupułów, szaleńców, straceńców, zwyrodnialców, choć nie tylko...bo w "Legionie samobójców" możemy sie przekonać, że zło ma także swoje słabe strony, które "dobro" może wykorzystać. Poza tym każdy z bohaterów jest zły na swój własny sposób, każdego motywuje do złego coś innego, dzięki czemu dostajemy paletę kolorowych i bardzo ciekawych postaci, wśród których widz może wybrać tego, z którym będzie sympatyzował. Jest więc płatny zabójca, szalona pani doktor, kolejna pani doktor tym razem nawiedzona przez wiedźmę, złodziej-samotnik, facet, który jest chodzącą pochodnią i stwór jaszczuro-podobny, choć dwunożny i inteligentny. Na ich czele stoi doskonale wyszkolony i zindoktrynowany przez armię młody żołnierz, który przez zasady, które wyznaje może okazać sie bardziej niebezpieczny niż cała reszta razem wzięta. Oczywiście sposób w jaki o nich piszę to spore uproszczenie, jednak najlepiej samemu udać sie do kina i przekonać, który anty-bohater jest naszym ulubionym. 
          Mnie najbardziej urzekła pani doktor,a właściwie jej alter ego Harley Quinn. Niegdyś psychiatra, obecnie partnerka Jokera- tak tego samego przeciwnika Batmana!  Aktorkę, która ją zagrała pamiętam z filmu "Focus" (co oznacza że z Will'em Smith'em spotkali sie na planie filmowym po raz kolejny) i muszę przyznać, że ta młoda Australijka ma talent, więc warto śledzić jej poczynania aktorskie. W "Legionie samobójców" zagrała kobietę szaloną i bezgranicznie zakochaną- co dla jednych jest jednym i tym samym, jednak tutaj różnice są znaczące i trzeba powiedzieć bardzo widowiskowe. Właściwie pokuszę sie o stwierdzenie, że odebrała ona plan zdjęciowy kolegom i koleżankom, ale może to być tylko moje subiektywne odczucie. W filmie pojawiają sie jeszcze trzy inne postacie kobiece i już niestety nie robią takiego wrażenia choć wcale nie dlatego, że nie noszą wysokich oficerek-szpilek czy nie mają włosów związanych w kolorowe kucyki. Po prostu brakuje im magnetyzmu Harley Qiunn. Zresztą aktorsko też sie nie wyróżniają: Cara Delevingne- z tego co wiem to modelka i fakt jest zjawiskowa, wysoka, szczupła, ale nic poza tym, Viola Davis- dostała bardzo charyzmatyczną rolę twardej kobiety na wysokim stanowisku i dużych wpływach, której według mnie nie podołała, w innych może bardziej dramatycznych produkcjach lepiej sobie radzi i takie filmy z nią chcę oglądać, a Karen Fukuhara no cóż w "Legionie samobójców"zadebiutowała, więc jeszcze nic nie jest przesądzone, tutaj chowa sie za białą maską i mieczem samurajskim, zobaczymy co będzie z nią dalej. 
          Co do ról męskich to zastrzeżeń większych nie mam, Will Smith mógł wprawdzie być bardziej wyrazisty i charakterystyczny, bardziej widoczny w tym filmie, a jego postać bardziej zdystansowana i "zimna" jako płatny zabójca, ale w sumie to nie wypadł źle. Jai Courtney jako Boomerang czy Jay Hernandez jako El Diablo zagrali poprawnie, choć bez większego zaangażowania, natomiast Adewale Akinnuoye-Agbaje jako Killer Croc mimo iż przez charakteryzację miał nieco utrudnione zadanie, zagrał na tyle by udało mu sie dopasować do reszty drużyny, nie było to zapewne łatwe, ale dla aktora z wieloletnim stażem jak widać wykonalne. Jeden z moich ulubionych aktorów Joel Kinnaman tym razem nie zachwycił, ale jego postać nie była tu najważniejsza,a wiem że miał lepsze role i czekam na kolejne filmy z jego udziałem. I na koniec niczym wisienka na torcie JOKER. Proszę Państwa, tutaj, mimo sporego zaangażowania bardzo utalentowanego i uznawanego aktora Jareda Leto możemy poczuć sie nieco zawiedzeni. Trudno byłoby bowiem nam zapomnieć Jokera odegranego przez Jacka Nicholsona czy Heatha Ledgera, stąd Leto miał bardzo trudne zadanie. Według mnie zagrał Jokera nieźle, choć nie olśniewająco, wprowadził do tej postaci nieco nowości, mniej szaleństwa więcej brutalności i wyrachowania. To dobrze o ile następny odtwórca tej roli będzie czerpał także z tych doświadczeń.  

          Na koniec dodam jeszcze, że nie byłoby "Legionu samobójców" bez dobrej ścieżki dźwiękowej i mówię tutaj o piosenkach, które były tłem podczas prezentowania głównych postaci oraz podczas ważniejszych scen filmu. To prawdziwy powrót do muzycznej przeszłości z " Bohemian Rhapsody" zespołu Queen na czele. Oczywiście wszystko zostało odpowiednio zmiskowane i świetnie wpasowane, by nie przeszkadzało w odbiorze filmu. 

          "Legion samobójców" to dla mnie ten rodzaj filmu do którego będzie sie wracać, może nie jest to kinematograficzny "Matrix", ale fajnie że powstają jeszcze produkcje niestandardowe, nieszablonowe, gdzie widz idzie po dobrą rozrywkę i dostaje to za co zapłacił, po czym wraca do swojego normalnego świata i czasem tylko marzy, by zestrzelić helikopter albo pościgać sie superszybkim i superdrogim autem mając na ogonie Batmobil. Polecam!!!                

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Amerykańska sielanka

Nikt z Nikąd / Un illustre inconnu