Doktor Strange

Doctor Strange (USA/ 2016)

Reżyseria: Scott Derrickson
Scenariusz: Jon SpaihtsC. Robert CargillScott Derrickson
Gatunek: Fantazy /Przygodowy

Obsada:
Doktor Stephen Strange- Benedict Cumberbatch
Mordo- Chiwetel Ejiofor
Christine Palmer- Rachel McAdams
Wong- Benedict Wong
Kaecilius- Mads Mikkelsen
Przedwieczna- Tilda Swinton

          Stephen Strange jest wybitnym lekarzem neurochirurgiem, którego można opisać w skrócie jako egocentrycznego, zadufanego w sobie egoistę i megalomana. Jednak pewnego wieczoru jego życie zmieni sie całkowicie za sprawa wypadku samochodowego, w wyniku którego straci nie tylko czucie i władzę w palcach, a co za tym idzie zdolność do wykonywania zawodu, ale też: już po siedmiu operacjach wiarę, a raczej zdolność do logicznego i zdroworozsądkowego myślenia, którym zawsze sie kierował, iż jego stan kiedykolwiek sie poprawi. I dopiero wyjazd do Nepalu uświadomi mu,że świat nie jest do końca taki prosty jak mu sie wydaje, a jego ciało to nie tylko zbiór komórek i tkanek...

          Największa stajnia superbohaterów przedstawia....Tak chyba powinien zaczynać sie seans superprodukcji Marvel Studios, który zaprezentował kolejną nieznaną światu postać bohatera ratującego niczego nieświadomą (do czasu) ludzkość przed złem i zagładą. I nie wiem komu powinnam bardziej dziękować: Marvel Studio za wyprodukowanie filmu akurat o tym superbohaterze (bo zapewne ma ich w swoim zanadrzu jeszcze kilku jeśli nie kilkunastu) czy raczej panu doktorowi, który przez niemal dwie godziny irytował mnie, bawił i wzruszał na ekranie sali kinowej. Tak czy siak kupując bilet nie miałam pojęcia, mimo obejrzenia zwiastuna, że będę miała do czynienia z jedną z najlepiej nakręconych i najlepiej przedstawionych postaci w produkcjach Marvela. Warto więc było czekać, a tym bardziej pójść do kina, gdzie efekty specjalne przypominają i przewyższają to co stworzył Christopher Nolan w "Incepcji", a postacie są na tyle dobrze zarysowane charakterologicznie, że wiem i mogę zrozumieć ich motywację, wiarę, nadzieje oraz zachowania. 

          Oczywiście, co warto podkreślić na początku, oglądając "Doktora Strange'a"nie musimy być jakoś szczególnie zaznajomieni z marvel'owskim uniwersum. Fajnie jeśli będziemy wiedzieć kim są Avengers, ale tak na dobrą sprawę są oni w tej produkcji wspomniani raz i od razu przedstawiona jest ich rola w tym świecie, tak samo zresztą jak rola Strange'a, Starożytnej i jej uczniów. To faktycznie bardzo pomaga zrozumieć kto jest za co odpowiedzialny i dlaczego pewne rzeczy robi tak, a nie inaczej. Poza tym pozostawia to twórcom otwartą furtkę, by postacie łączyć ze sobą lub wywoływać antagonizmy między nimi.

          Cały film skupiony jest jednak głównie na postaci Strange'a oraz jego przemiany, która zresztą nie następuje z dnia na dzień i nie jest wcale łatwa, biorąc pod uwagę że dotyczy osoby o bardzo silnym charakterze, z głęboko zakorzenionymi przekonaniami dotyczącymi świata i własnej osoby. Dzięki temu dosyć ciekawie przedstawiono tutaj dwa światy: zachodni opierający sie na kulcie jednostki i jej ego, pławiącej sie w konsumeryźmie i poczuciu własnej nieomylności oraz wschodni gdzie najważniejsza jest wiara, pokora wobec świata natury i jej praw, a także praca nad własnym zachowaniem mającym pozostać w jedności ze światem zarówno tym zewnętrznym jak i wewnętrznym. Na wschodzie ważni są mentorzy, autorytety oraz kształtowanie własnego ja, które jest jednocześnie silne i uległe. Na zachodzie liczą sie osiągnięcia mierzone za pomocą pieniędzy, sławy oraz kształtowanie własnego ja, które nie popełnia błędów i nie ma sobie równych,a tym bardziej wyższych od siebie. Oczywiście to wszystko pokazano w uproszczeniu świata/światów w którym żyjemy,a który coraz częściej przenika sie dzięki wielu możliwościom komunikacyjnym. Zresztą w produkcji nie ma zbyt wielu momentów o charakterze filozoficznym, niewiele jest cytatów wielkich mędrców czy dialogów/ monologów, które mogłyby widza znudzić lub zniechęcić do dalszego oglądania. Film ma charakter rozrywkowy,a nie umoralniający, co wcale nie oznacza, że nie da sie wyodrębnić czy dojrzeć pewnego drugiego dna lub głębi tej opowieści. 

          Mimo to zostaje zachowana jakaś prostota tej historii, można nawet mówić że daje sie zaobserwować pewien schemat, który znamy z innych produkcji czy opowieści książkowych. Oto bohater, na skutek zmiennych kolei losu, musi zmierzyć sie najpierw z samym sobą i swoją psychiką, musi odnaleźć siebie, by następnie móc walczyć ze złem, które zagraża światu. 
Skoro więc mamy coś co już znamy to dlaczego po raz kolejny mielibyśmy to oglądać? 
Po pierwsze: forma w jakiej ta historia zostaje nam pokazana. Wizualnie można zarzucić twórcom, że stawiając na efekty specjalne nie zadbali wystarczająco o scenografię pomieszczeń czy kostiumy. Jednak już same efekty wiele nam rekompensują dostarczając niezwykłych wrażeń, a niejednokrotnie i zawrotów głowy. 
Po drugie: gra aktorska zarówno stronę dobra jak i zła reprezentują aktorzy o niezwykłym talencie i dużym doświadczeniu scenicznym oraz ekranowym. Benedict Cumberbatch to nie tylko dystyngowany londyński Sherlock Holmes czy genialny Alan Turing z "Gry tajemnic" to przede wszystkim aktor o niezwykle plastycznej, mimicznej twarzy, potrafiący grać spojrzeniem i drobnym gestem, dzięki temu w filmie "Doktor Strange" miał szeroką gamę możliwości przedstawienia swojej postaci. Podobnie zresztą jak Mads Mikkelsen, który niczym w "Hannibalu" także i tutaj rewelacyjnie odegrał antagonistę, kierowanego swoimi pobudkami, którymi niekoniecznie są mord czy pieniądze. Tilda Swinton jako Starożytna wydaje sie być niezwykle tajemnicza i spokojna, czuć że na tej postaci ciążą lata czy dekady doświadczeń życiowych, Rachel McAdams oraz jej dr Palmer ma być jednocześnie niezwykle inteligentna i delikatna, co według mnie udaje się aktorce pokazać w sposób bardzo subtelny. Pozostałe postacie jak np. Mordo są mniej wyraziste, ale potrzebne i uzupełniające lub wspierające głównego bohatera. 
Wszystkich ogląda sie niczym w wielkim, zrobionym z ogromnym rozmachem spektaklu lub zamkniętych w wielkim iluzjonistycznym pudle.
Bo właśnie"Doktor Strange"jak żadna inna produkcja o podobnym schemacie opowieści może jawić sie miejscami niczym teatr z wyraźnymi, charakterystycznymi scenami, pełnymi mądrych dialogów i prostych gestów, a miejscami niczym szalone widowisko z pokazem pirotechnicznym czy niebywałymi wytworami grafików komputerowych, które ogląda sie z myślą, że oto wkraczamy w kolejny etap kinematografii, więc nie czekajcie i rezerwujcie oraz kupujcie bilety do kina, bo może nie jest to "Matrix" czy "Incepcja", ale na pewno kolejny etap realizacyjny na który wskoczyły filmy z Marvel Studio. Zdecydowanie polecam!  

Komentarze

  1. Bardzo dobrze bawiłam się na tym filmie. Cumberbatch idealnie pasował do postaci Strange'a, nie wyobrażam sobie innego aktora na jego miejscu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, wydaje sie być takim eleganckim, angielskim dżentelmenem,a tutaj takie miłe zaskoczenie

      pozdrawiam

      Usuń
  2. Nie spodziewałam się aż tak pozytywnego odbioru tego filmu. Myślałam, że raczej odpuszczę sobie ten seans, ale chyba ponownie to przemyślę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie NIE odpuszczaj,sama zobacz i oceń :)

      pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Amerykańska sielanka

Nikt z Nikąd / Un illustre inconnu