Marvellous

Marvellous (Wielka Brytania / 2014)

Reżyseria: Julian Farino
Scenariusz: Peter Bowker
Gatunek: Dramat 

Obsada:
Neil Baldwin- Toby Jones
Mary- Gemma Jones
Lou Macari- Tony Curran
Rev Mark- Nicholas Gleaves
Malcolm- Greg McHugh

          "Marvellous" znaczy po angielsku wspaniały; cudowny i taki właśnie jest Neil Baldwin, który mimo pewnych osobistych trudności stara sie być po prostu dobrym człowiekiem.A to że jest przy tym niezwykle przyjacielski i bezpośredni to już zupełnie inna historia...

          Każda brytyjska produkcja utwierdza mnie w przekonaniu, że Wielka Brytania to "stan umysłu" i nie da sie ukryć, że z "Marvellous" wcale nie było inaczej. Z początku bardzo sceptycznie podeszłam do tego tytułu, bo kolejny o jakimś facecie i piłce nożnej i nie wiadomo czy śmieszny, a może bardziej tragikomiczny, ze zwiastuna trudno było cokolwiek wywnioskować, Jednak jak sie okazało po seansie, to jeden z ciekawszych i mądrzejszych,w swoim przekazie, filmów jakie widziałam w tym roku.

          Neila poznajemy w momencie kiedy traci pracę. Jest klaunem i jego cyrk odjeżdża rano zostawiając naszego bohatera na środku pola w przyczepie kempingowej. Ten zupełnie niezrażony bardzo szybko znajduje pomoc, w postaci transportu do domu, do swojej matki, gdzie mieszka. Dalszych jego losów nie będę Wam opisywać, bo moglibyście mi nie uwierzyć,a poza tym to trzeba samemu zobaczyć. Wspomnę jednak krótko o samym Neilu, bo warto...

          Główny bohater wydaje sie mieć bowiem lekkie upośledzenie umysłowe jakby zdefiniowali to psycholodzy i pedagodzy lub po prostu być nieco ociężałym umysłowo jakby powiedziała to reszta świata. Angielskojęzyczni uznaliby, że Neil " have difficulties" i właściwie tyle by wystarczyło w tym temacie. Nie tylko bohater "Marvellous" zmaga sie z tego rodzaju "przypadłościami", więc jakoś nie widać powodu dla którego warto by kręcić kolejny dramat obyczajowy o zmaganiu sie z życiem osoby z jakąś dysfunkcją. Tyle że w tym wypadku jedyną osobą, która sie tutaj z czymś zmaga jest matka Neila, która po prostu martwi sie o przyszłość syna, po tym jak jej zabraknie na tym świecie. W sumie oczywiste, ale jakoś nikomu nie przyszło do głowy, że osoby takie jak Neil nie widzą tego co inni ludzi,a tym bardziej nie postrzegają siebie jako niepełnosprawnych,a jedyne osoby, które mogą sie o nich martwić to najbliżsi. Neil jednak w swoim tempie, z uporem i na sposoby, które tylko jemu wydaja sie oczywiste realizuje siebie i swoje plany oraz spełnia swoje marzenia. Oglądając "Marvellous" jako widzowie odkrywamy jak niewiele mu potrzeba, by coś dostał lub osiągnął, wystarczy na przykład, że poprosi. Jego sposób bycia, wygląd oraz dobroć którą emanuje sprawiała, że wiele rzeczy udaje mu sie zanim jeszcze o nich pomyśli, o inne musi faktycznie poprosić lub zasugerować innym, iż czegoś potrzebuje. Z drugiej strony jego bezradność wzbudza pozytywne emocje, powoduje że inni chcą mu pomóc i robią to niemal z przyjemnością. Dlaczego? bo bezradność Neila nie jest wyuczona, nie wynika z lenistwa i pazerności,ale właśnie z " difficulties", którymi jest dotknięty.

          Otoczenie głównego bohatera, jego dom rodzinny czy miejsce pracy są pokazane w filmie w dosyć oszczędny sposób. Tak naprawdę przez te półtorej godziny na ekranie oglądamy głównie duet Toby Jones-Gemma Jones, która w "Marvellous" wcieliła sie w rolę matki Neila. Twórcy chcieli zapewne w ten sposób podkreślić, że to własnie ta kobieta była dla Neila najważniejszą osobą w życiu, choć on sam sprawiał wrażenie jakby było to oczywiste, że ona jest i zawsze będzie. Pod tym względem wszyscy jesteśmy do Neila podobni, bo podejrzewam że nie wyobrażamy sobie, że mogłoby naszych matek zabraknąć. Jeśli jednak kogoś nawiedzają czarne myśli, to i na to główny bohater ma sposób, wystarczy zacząć myśleć o czymś dobrym, jakimś działaniu lub rzeczy dobrej dla Nas. W ogóle należy dbać o siebie, ten film Nam uświadamia, że jeśli będziemy dobrzy dla siebie i innych, to również i inni będą dobrzy dla Nas. Mam wrażenie, że współcześnie dosyć często o tym zapominamy.        

          "Marvellous" to film wyjątkowy, także pod innym względem. Można go nazwać autobiograficznym. Na ekranie bowiem, pojawia sie sam Neil Baldwin-tak,tak ten obraz jest oparty na prawdziwej historii- oraz osoby, które go znały i potwierdzają lub nie wydarzenia, które sie rozgrywają. Nie jest to jednak pokazane w formie typowej dla dokumentu, gdzie przedstawiana postać siedzi w fotelu na tle regału z książkami i mówi jak było. Prawdziwy Neil siedzi obok aktora Toby Jones'a, który go odgrywa i odpowiada na jego pytania. Takie scenki wpleciono w "Marvellous" tak, że można tego nie zauważyć lub ich nie zrozumieć. Kiedy jednak wyłapie sie ten niuans wydaje sie on być dosyć osobliwy i zabawny. Zresztą jeśli mi nie wierzycie to zobaczcie sami,a jeśli wierzycie to film obejrzyjcie i dajcie znać czy Wam sie podobał, bo mnie zdecydowanie Tak :)



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Amerykańska sielanka

Nikt z Nikąd / Un illustre inconnu