Red Lights

Red Lights (Hiszpania,Stany Zjednoczone, 2012)

    Reżyser: Rodrigo Cortés
    Scenariusz: Rodrigo Cortés
    Muzyka: Víctor Reyes

Zdjęcia: Xavi Giménez, kręcono w Barcelonie (Hiszpania), Brantford, Toronto i Hamilton    (Kanada)
    Gatunek: Dramat/Thriller

Obsada:
Simon Silver-Robert De Niro
Tom Buckley- Cillian Murphy
Margaret Matheson- Sigourney Weaver
Leonardo Palladino- Leonardo Sbaraglia
Sally Owen- Elizabeth Olsen
Monica Handsen- Joely Richardson

Duet Margaret Matheson i Tom Buckley w niekonwencjonalny sposób jak na czasy współczesne demaskuje oszustów. Jednak nie są to wcale krętacze podatkowi czy kanciarze przy pokerowym stole,ale jak mówi jeden z głównych bohaterów są to ludzie dwojakiego rodzaju:ci którym sie wydaje że posiadają jakieś wyjątkowe moce czy zdolności paranormalne i druga grupa,która stara sie byśmy uwierzyli w ich nadprzyrodzone aktywności. Co jest więc wyjątkowego w tej parze wykładowców uniwersyteckich,gdzie ona jest psychologiem,a on jej asystentem-fizykiem? Na pewno poza podejściem,że wszystkie zjawiska da sie wytłumaczyć za pomocą nauki, każde z nich ma swoje osobiste powody,by zajmować swoje stanowisko i by demaskować oszustów. Niestety te osobiste wendety nie przyniosą niczego dobrego poza śmiercią i zniszczeniem szczególnie po tym gdy spotkają na swojej drodze Simona Silvera,a właściwie gdy dr Buckley sie z nim zetknie, ogarnięty obsesją zdemaskowania największego medium w kraju.
Film Rodrigo Cortés, reżysera "Pogrzebanego"z Ryanem Reynoldsem, pokazuje widzowi jak zjawiska paranormalne krzyżują sie z nauką w walce o prawdę,jak są przyjmowane przez akademików i jak demaskowane. Przekaz tego wcale nie wydaje sie być prosty szczególnie gdy osoby z tytułami naukowymi zaczynają mówić "swoim" językiem.Wystarczy jednak odrobina wiedzy,znajomość terminów z różnych dziedzin,by sie zorientować,że są to jedynie puste hasła,które mają nadać całości mądrą treść,ale nic z tego tak naprawdę nie wynika.
Dobrze natomiast pokazano,więc szkoda że tak krótko, jak robi sie 'show' (świadoma pisownia angielska tego słowa,gdyż chodzi o przedstawienie w stylu amerykańskim) wokół medium,jak osoba o 'paranormalnych' zdolnościach przyciąga tłumy,niczym święty,guru albo gwiazda filmowa. Świetnie przedstawiono też medialną siłę nazwiska,które pojawia sie po niemal 30 latach i natychmiast staje sie sensacją na skalę kraju.
Wszystko to jednak wydaje sie być tłem dla emocjonalnych motywów głównych bohaterów w ich dążeniu do prawdy.Widz może mieć wrażenie że jest tego za dużo,a za mało twórcy pokazują pracy naukowej czy zdolności medium.
Na pewno magnesem przyciągającym przed ekrany jest obsada, rewelacyjny Robert De Niro pamiętany z "Taksówkarza" czy "Ronina"to już aktor nie młody,ale pełen klasy i kunsztu,podobnie zresztą jak Sigourney Weaver dobrze widzom znana z serii o "Obcych". Młody Cillian Murphy czyli Jim z "28 dni później" czy Doktor Jonathan Crane z "Batman-Początek" oraz "Mrocznego Rycerza"potrafi dotrzymać kroku legendom kina i to sie chwali. Moją uwagę, zresztą nie pierwszy raz, przykuła Elizabeth Olsen (polecam "Martha Marcy May Marlene") młodziutka dobrze zapowiadająca sie aktorka,jej rola jest epizodyczna i jakby okrojona,ale i tak zagrała ją na tyle dobrze by była dostrzeżona na ekranie.
Cały film wydaje mi sie jakby pocięty,sceny niby przechodzą płynnie jedna w drugą,film jest wystarczająco długi,a jednak czegoś mi brakuje,wszystkie elementy przedstawione wydają sie być jakby ograniczone do minimum co odbiera mu spójność. Muzyka też niestety nie przukuwa i nie zachwyca,ot typowa dla filmów tego gatunku. Na plus wypada klimat filmu zestawienie światła zielonego i czerwonego daje przyjemną lecz nieco niepokojącą atmosferę,no i oczywiście gra aktorska. Zdecydowanie jest to film na jesienne wieczory choć pewnie głównie dla fanów Roberta de Niro i  Sigourney Weaver.

Komentarze

  1. No w końcu ktoś poza mną oglądałe ten film :-) Mi bardzo przypadł do gustu, w końcu epizodycznie pojawiający się De Niro jest dobrt w swojej roli.

    Swoją drogą nigdy bym nie pomyślał, że przyjdzie taka zmiana warty, że to De Niro będzie grał trzecio planowe role.

    Rezczywiście jak teraz sobie przypominam film to jest odrobinę "wyciśnięty" skondensowany, ale to odebrałem na plus - nie było przynajmniej "dłużyzn" no i ciekawe zakończenie, które gdzieś tam nawet zaświtało mi w głowie w trakcie seansu, ale potem pomyślałem: eeee nie :-)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. De Niro jest niesamowity,dla mnie mógłby w filmie jedynie siedzieć w fotelu i nic nie mówić i to by mi wystarczyło.Wychowałam sie na takich filmach jak "Gorączka","Ronin" czy "Taksówkarz",dlatego jak tylko zobaczyłam go w czołówce "Red lights" wiedziałam że musze to obejrzeć.
    Co do samego filmu to mam mieszane uczucia,to chyba zresztą daje sie odczuć w mojej recenzji.Jak każdy film tak i ten ma dobre i złe strony.W końcu liczy sie ogólne wrażenie,a to jest u mnie raczej pozytywne.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Amerykańska sielanka

Marvellous