Misiaczek

Teddy Bear (Dania, 2012)

Reżyseria: Mads Matthiesen
Scenariusz: Mads Matthiesen, Martin Zandvliet
Gatunek: Dramat

Obsada:
Dennis- Kim Kold
Ingrid- Elsebeth Steentoft
Toi- Lamaiporn Hougaard
Scott- David Winters
Jeff- John Winters
Lars- Patrick Johnson

          38-letni Dennis to mieszkający z matką były mistrz kulturystyki (w tej roli...były mistrz kulturystyki Kim Kold). Mierzący 193 cm i ważący niemal 140 kg mężczyzna nie dość że jest nieśmiały w kontaktach z ludźmi to jeszcze do tego absolutnie posłuszny i podporządkowany swojej apodyktycznej matce. Szczuplutka i maleńska,gdy stanie obok syna, Ingrid za pomocą manipulacji decyduje o życiu Dennisa,a przynajmniej tak jej sie wydaje, gdyż już od pierwszych scen widać, iż aby nie urazić uczuć starszej pani olbrzymi kulturysta często kłamie. Za namową brata Ingrid, który w Tajlandii znalazł sobie żonę, również i Dennis postanawia wyjechać po kobietę. Oczywiście matce mówi, iz jedzie na zawody do Niemiec. Wrażliwy mężczyzna nie szuka jednak Tajki na jedną noc,a prawdziwej miłości a odnajduje ją oczywiście...w siłowni.

           Mads Matthiesen to reżyser, któremu nie straszne i nie obce są problemy społeczne, szczególnie te trudne i kontrowersyjne tak jak w "Cathrine". W "Misiaczku" niemłody już Duńczyk przełamuje stereotypy dotyczące kulturystycznego światka, pokazując że nie są to bezmózgie i agresywne istoty,a ludzie, którzy muszą niekiedy,tak jak wszyscy inni, zmagać sie z własnymi słabościami, potrafią kochać, mają marzenia, bywają samotni, boją sie innych. Kamera niemal w atmosferze ciszy towarzyszy głównemu bohaterowi zarówno w domu, jak i na nieudanej randce czy w dalekiej egzotycznej podróży.Rejestruje ona zdziwione lub przestarszone spojrzenia Dennisa, gdy ten odkrywa, że świat do którego wysłał go wuj to nie agencja matrymonialna, a zwykły burdel, z którego w końcu słynie ta część Azji.. Pokazuje też radość i ulgę, gdy masywny kulturysta wchodzi na siłownię i dowiaduje sie, że bez problemu może na niej poćwiczyć, a nawet iż to właśnie tam znajduje nowych znajomych i uznanie jako były mistrz.
Z drugiej strony w atmosferze napięcia, które daje sie wyczuć wręcz namacalnie, widz poznaje Ingrid- starszą panią, która osamotniona i zdradzona przez męża uczyniła z syna swojego jedynego mężczyznę (w sensie psychicznym) i nie pozwala mu odejść,a jego wyjazd traktuje jako ucieczkę od niej. W ten sposób 38-latek mieszka w maleńkim pokoiku,w którym zapewne spędził także swoją młodość. Codziennie rano przygotowuje on śniadanie, na które matka schodzi elegancko ubrana. Wszystko to wskazuje na rodzaj niezdrowej fiksacji i prowadzi do coraz większego uzależnienia obojga od takiej sytuacji. Ten wątek jest bardzo ważny w czasach, gdy młodzi ludzie coraz później wyprowadzają sie od rodziców, bez względu na swój status materialny (mówi sie,że włoscy meżczyźni nie wyprowadzają sie od swoich matek przed 35.rokiem życia!). Akurat przypadek Dennisa został tu tak przeprowadzony, iż ma on możliwość i motywację, by opuścić dom rodzinny i zaborczą mamusię. Jednak nie zawsze tak jest.

          Dla 47-letniego Kima Kolda "Misiaczek" nie był pierwszym filmem i z tego co można zauważyć w zapowiedziach nie będzie ostatnim. Pojawił sie on już małą rólką w thrillerze "I zbaw nas ode złego",a czeka nas jeszcze oglądanie jego masywnego ciała w "Szybcy i wściekli 6". W "Misiaczku" zagrał w  sposób naturalny, kogoś kim sam był w przeszłości jeśli nie osobowościowo to na pewno zawodowo. Świetnie obok niego wypadła również 69-letnia Elsebeth Steentoft jako Ingrid, stanowiąc pewnego rodzaju kontrast nie tyle płciowy co charakterologiczny. Pozostałe postacie pojawiają sie w krótkich kadrach, co utrudnia ich zapamiętanie i wyrobienie sobie jakiegokolwiek zdania na ich temat. W tym filmie na pewno nie ma pięknych ludzi niczym w amerykańskich obrazach, tutaj każdy, tak jak w życiu, szuka własnego miejsca i cieszy sie raczej z tego co ma i co może jeszcze osiągnąć lub otrzymać od losu.
          Świetnym uzupełnieniem i dopełnieniem jest tutaj ponura scenografia, która nawet w Tajlandii przytłacza, ale w tak subtelny sposób, iż ma sie wrażenie ,że to sytuacja głównego bohatera tak na widza wpływa.

          Szczęśliwe zakończenie to niejako swojego rodzaju kompromis głównego bohatera z jego kłamstwami, którymi karmi nie tylko matkę, ale również swoj ukochaną, a zapewne i siebie. Z drugiej strony takie a nie inne zakończenie daje nadzieję wielu młodym, którzy pozostają tam gdzie są, bo jest im tak wygodnie lub bo boją sie rozpocząć własne, samodzielne życie. Film polecam nie tylko koneserom kina nordyckiego, ale także wszystkim tym wrażliwym, którym nieobojętne są tematy społeczne i obyczajowe w kinie.

Komentarze

  1. Ciężko mi trafić na ten film i ciągle o nim zapominam. Wydaje się naprawdę interesujący, więc teraz już koniecznie muszę zobaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie polecam.Film nie jest długi,ani męczący czy przytłaczający.Raczej subtelny i nieśmiale zahaczający o problemy społeczne :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Widziałem gdzieś na internecie, ale pominąłem. Przyznam, że brzmi ciekawie, może poświęcę mu chwilę, bo wydaje mi się, że jest tego wart! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba jest wart nie tylko obejrzenia,ale i napisania recenzji przez Ciebie.tak więc czekam na Twoją opinię :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Misiaczka widziałem już jakiś czas temu. Jest to jeden z najlepszych filmów o samotności i nieporadności. Matthiesen świetnie obala stereotyp tępego i bezuczuciowego kulturysty. Znakomita rola Kima Kolda! Ach, uwielbiam kino nordyckie. Choćby za sam ten klimat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmy nordyckie mogłabym oglądać w ciemno,szczególnie kiedy brak mi weny i cierpliwości by sięgnąć po coś amerykańskiego.

      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Strangerland

Amerykańska sielanka