Współlokatorki

Career Girls ( Wielka Brytania, Francja, 1997)

Reżyseria: Mike Leigh
Scenariusz: Mike Leigh
Gatunek: Dramat
Czas trwania: 84 min.

Obsada:
      Hannah Mills- Katrin Cartlidge 
      Annie- Lynda Steadman
      Claire- Kate Byers
      Ricky Burton-Mark Benton
      Mr. Evans- Andy Serkis
      Adrian Spinks- Joe Tucker

          Hannah i Annie poznają sie w czasie studiów. Hannah to pewna siebie, asertywna wręcz agresywna studentka literatury angielskiej, Annie z kolei to spokojna, introwertyczna, wrażliwa (płaczliwa) studentka psychologii. Obie przez cztery lata będą mieszkały razem w jednej z kamienic na przedmieściach Londynu, na początku z Claire, potem przez jakiś czas z Ricky'm- kolegą Annie. Jednak po tym czasie ich drogi sie rozejdą, by móc zejść sie ponownie 6-lat później w tym samym, a jednak innym Londynie aby powspominać i przypadkowo spotkać dawno niewidzianych znajomych...


          Są reżyserzy, którzy swoimi filmami nie dają o sobie zapomnieć, a których produkcje należą do kanonu nie ze względu na ich widowiskowość, świetną grę aktorską, znanych aktorów czy niezwykłe lokalizacje kręcenia, ale ze względu na to wnoszą do kinematografii(...pewnie już pisałam o kilku z nich...). Obrazy Mike Leigh wydają sie być może dziwaczne czy niepozorne, ale pod tym płaszczykiem przeciętności kryje sie mądrość i przekaz- dialog, ktory nawiązuje sie między widzem a reżyserem.
Tak właśnie jest ze "Współlokatorkami", bo oto mamy niby prostą historię o dwóch młodych dziewczynach, które na studiach pomieszkują razem. Niby banalne, ale nagle okazuje sie, że widz znajdzie tutaj drugie, psychologiczne dno. Każda z dziewczyn bowiem wynosi z domu nie tylko przyzwyczajenia dotyczace sposobu mówienia oraz higieny osobistej, ale również historię ich zachowań pokazaną w filmie poprzez pryzmat ich rodzin, rozwodów rodziców, opuszczonych matek, które je wychowywały czy lęków ujawniających sie poprzez sny. Z każdą minutą "Współlokatorek" widz coraz lepiej rozumie postępowanie bohaterek. Bez wiedzy psychologicznej czy wydumanych przemysleń można wywnioskować kto był zaniedbywany, a kto molestowany, wystarczy jedynie obejrzeć obraz Leigh do końca. Warto, bo dzięki temu można przekonać sie, iż pewne rzeczy sie zmieniają a inne nie, a to daje do myślenia...co w moim życiu sie zmieniło a co nie i czy coś wymaga zmiany?

          Film był kręcony pod koniec lat 90-tych, jednak nic nie trzeba by zmieniać w scenariuszu, gdyby ktoś chciał wyprodukować remake. Nic prostszego obsadzić mało znanych aktorów współcześnie, dać im ten sam tekst i może jeszcze telefon komórkowy do ręki- sens pozostałby taki sam, mógłby nawet uzyskać mocniejszy- bardziej dramatyczny efekt, gdyż tematy alkoholizmu czy molestowania inaczej sie teraz sprzedają. Ważne jednak, by tak jak w pierwowzorze pamiętać o spójności charakterów postaci w stosunku do ich wspomnień.

          Patrząc na filmografię aktorek odgrywających główne role to ich kariery nie potoczyły sie jakoś zawrotnie. Oczywiście zarówno Katrin Cartlidge jak i Lynda Steadman pojawiały sie potem czyli po "Współlokatorkach" w różnych produkcjach czy to telewizyjnych czy kinowych, jednak twarze żadnej z nich nie zdobią dzisiaj kolorowych okładek, a ich nazwiska nie sygnują kosmetyków czy perfum. To jednak nie przeszkadza podziwiać naprawdę dynamicznej, charakterystycznej i dopracowanej gry aktorskiej obu pań. Widać, iż na planie były zarówno chwile pełne śmiechu jak i te pełne skupienia i zarówno Katrin Cartlidge jak i Lynda Steadman wykorzystały to, by jak najlepiej odtworzyć role Hannah i Annie. Dzięki temu widz ma wrażenie, że są to postacie sobie bliskie, z historią którą same stworzyły jakby dla zrównoważenia krzywd które zaznały w dzieciństwie.

          Scenografia została z kolei dobrana pod kątem muzyki lat 70-tych, szczególnie kładąc nacisk na The Cure i otoczkę, subkulturę, którzą stworzyli fani zespołu. Dzięki temu polski widz może poznać coś co u niego w kraju było w tamtym czasie na marginesie społecznym, gdzieś tam przemykało zamknięte w domach, a co w Londynie było oczywiste i nie wzbudzało już żadnych emocji wśród przechodniów. Piszę tu o strojach, fryzurach, zachowaniu i uwielbieniu dla muzyki jaką tworzyli The Cure i inne zespoły punk rockowe tamtych czasów.

          "Współlokatorki" na pewno warto obejrzeć i na pewno warto polecić. Dlaczego? bo już takich filmów niewiele sie produkuje mądrych, z przekazem, historią, tłem, a jeśli już to wypełniają one obrazem i dzwiękiem kina studyjne i festiwale. Są off...a powinny być on...


Komentarze

  1. Plakat skojarzył mi się z "Rzezią" Polańskiego :D

    Zachęcająca recenzja i aż dołączę do swojej listy "do obejrzenia" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie plakat bardzo podobny,a film warto :)

      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Strangerland

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Ojcowie i córki