Adwokat

The Counselor (USA, Wielka Brytania, 2013)

Reżyseria: Ridley Scott                                                        
Scenariusz: Cormac McCarthy
Muzyka: Daniel Pemberton
Gatunek: Dramat / Kryminał


          On- jest prawnikiem w słonecznej Kaliforni. Z reguły doradza bogatym klientom jak Reiner, który jest współwłaścicielem nocnego klubu. Oczywiście jak każdy majętny mężczyzna Reiner ma kobietę, niezależną, nieco tajemniczą i lubiącą ostre zabawy Malkinę. Adwokat pod tym względem woli spokojniejsze kobiety, dlatego oświadcza sie Laurze, pięknej ale i nieco naiwnej, która jedynie w zaciszu domowym pod wpływem swojego ukochanego potrafi odsłonić namiętną stronę swojego ja.
Prawnika i Reinera poznajemy, kiedy zaczynają prowadzić wspólne interesy- nielegalne, dotyczące narkotyków, w które zamieszana jest również meksykańska mafia. Mimo ostrzeżeń Westray'a możliwość osiągnięcia szybkiego zysku jest silniejsza niż strach przed okaleczeniem, porwaniem czy jednorazowym czyli śmiertelnym udziałem w filmie, za którego samo obejrzenie jest sie uznanym współwinnym morderstwa. 

           Ridleya Scotta nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, zarówno on jak i jego nieżyjący już brat Tony to gracze na rynku kinematograficznym, którzy przejdą do historii- jak ona(historia) ich oceni to już inna sprawa. Jednak w przypadku tego obrazu bardziej charakterystyczną cechą, znakiem rozpoznawczym jest scenariusz. Pierwsze bowiem co rzuca sie oczy,a właściwie obija o uszy to...dialogi, ale nie tylko to co mówią aktorzy, wcielający sie w dosyć kontrowersyjne i mocno zaznaczone postacie, ale przede wszystkim jak mówią. A wyrażają sie oni językiem kwiecistym, ich wypowiedzi są rozbudowane i świadczą jednoznacznie albo o wysokim wykształceniu i poziomie inteligencji, albo o miejscu pochodzenia albo ewidentnie przekazują ignorancję i brak myślenia. Autorem tego scenariuszowego majstersztyku jest Cormac McCarthy – amerykański pisarz, scenarzysta i dramaturg, uznawany za jednego z najbardziej utalentowanych, ba za jednego z najważniejszych, współczesnych powieściopisarzy amerykańskich. 
Czy przeciętnemu (lub nieprzeciętnemu) "zjadaczowi"-"pochłaniaczowi" filmów coś to nazwisko powinno mówić? Zdecydowanie tak, na kanwie bowiem jego powieści John Hillcoat nakręcił film "Droga"(2009) z Viggo Mortensen'em, a bracia Coen zgarnęli Oscara za najlepszy obraz w 2008 roku czyli "To nie jest kraj dla starych ludzi".Jak więc widać na podstawie słów McCarthy'iego powstają filmy mogące sie ubiegać o miano kultowych, w stosunkowo niedługim czasie po produkcji. 
Czemu więc wszystko wskazuje na to, iż "Adwokat" nie zyska, aż takiego poparcia i rozgłosu? Przecież ma wszelkie cechy filmu "ubiegającego" sie do miana kultowego: doskonały, nietuzinkowy scenariusz, dobrze dobraną obsadę, ciekawą scenografię, niezłą muzykę, a Scott tworzył już dzieła mające ów status: "Łowcę androidów", "Gladiatora", "Hannibala".
Przede wszystkim obraz jest długi, może nawet ciut za długi, poprzez dialogi, które miały być osią,a niesamowicie są rozwlekłe i mało zrozumiałe, może nie w samej treści, ale w rozbudowanej merytoryce. Z kolei bogata kolorystyka faktycznie przyciąga oko, ale jest przeciwieństwem treści. Ta ostatnia jest mroczna, miejscami makabryczna,a ubrana jest w kolorowe i bogate stroje, co tworzy pewien dysonans. Nie ma brudu, śmierć pojawia sie tylko na chwilę i jest marginalizowna, choć w dialogach z każdą minutą filmu jest jej coraz więcej. Dodatkowo postacie starają sie stworzyć pod płaszczykiem strachu wrażenie luzu, co wychodzi nieco sztucznie. Wszystko to powoduje, że bardzo trudno wczuć sie w klimat filmu. Podstawą oglądania dla mnie są emocje, które rodzą sie na ekranie i które ja jako widz współodczuwam(to chyba moja skrócona definicja "magii kina"), tutaj to wszystko wydaje sie być zaburzone.

          Aktorsko trudno jednak mieć filmowi cokolwiek do zarzucenia. Bo oto dostajemy topową obsadę. Jest Brad Pitt, który nawet epizodycznie robi niesamowite wrażenie. Mamy Fassbendera, który z każdym swoim kolejnym obrazem jest coraz lepszy. U jego boku Penélope Cruz jest jeszcze piękniejsza i faktycznie niezwykle delikatna, a Cameron Diaz przy Javier'ze Bardem'ie wydaje sie być niczym kolorowy, drapieżny ptak, co lepiej do niej pasuje niż głupawe miny, które prezentowała w niezliczonych komediach. 
Każde z nich na swój sposób odebrało oryginalny w swej treści scenariusz, który dostalo. Bardem, pracował już na scenariuszu opartym na powieści McCarthy'iego w "To nie jest kraj dla starych ludzi",to zresztą widać, jest wyluzowany i spokojny (nie tylko jako postać,ale także jako aktor), podobnie Brad Pitt, który pracował już na równie trudnych skryptach. Fassbender uczy sie jak nie być sztywnym aktorem, tutaj dostał tytułową rolę, którą potraktował z wielkim skupieniem, może ciut za dużym, ale to pasowało do postaci.Panie Cruz i Diaz wbrew pozorom dostały ważne postacie i bardzo sie do nich przyłożyły, choć chyba Cameron Diaz bardziej. Ekipa jest niby zgrana, ale od czasu do czasu to wygląda tak jakby każde z aktorów pracowało oddzielnie. Daje to efekt odizolowania, samotności w świecie niebezpiecznego biznesu i jeśli był on zamierzony to obok gry aktorskiej jest to mocny element "Adwokata".

          Podobnie scenografia, piękne fragmenty wnętrz, ciekawe krótkie ujęcia miasta. Wszystko pokazane w sposób tak minimalistyczny, by nie odciągało widza od postaci i tego co (i jak) mówią. Nawet kostiumy dobrano tak, by nie przytłaczały, by oglądający nie rozpraszał sie pięknym kostiumem aktorki albo świetnym garniturem aktora. Jedynym wyjątkiem jest kapelusz Brada Pitta i wcale bym sie nie zdziwiła, gdyby sie okazało, iż został on umieszczony w kadrze z inicjatywy samego Brada.  

          Całość jest jak kolorowy cukierek, który przy pierwszy ugryzieniu okazuje sie gorzki, jednak poprzez swój wygląd i zapach przyciąga by zjeść go do końca. Czy polecam? Tak jeśli ktoś lubi tzw."ciężkie klimaty" w filmach, piękne kobiety, drogie samochody i trudne dialogi, niby zrozumiałe, ale za długie i przez to gubiące sens.

Drodzy Czytelnicy,bardzo proszę o wyrozumiałość to pierwsza dłuższa recenzja po przerwie dlatego może wydawać sie chaotyczna lub niezrozumiała.Postaram sie by następne, były lepsze i ciekawsze. Dziękuję Wszystkim i Pozdrawiam.Kaśka




   

Komentarze

  1. Witam po dłuższej przerwie :) Adwokata nie widziałem. Recenzja nie jest chaotyczna (chociaż o zwrocie "rynek kinematograficzny" nie spotkam się za często :). O filmie czytałem już wszystko, i pomimo większości mieszających z błotem i tak obejrzę :) Przecież to Ridley Scott, który u mnie wciąż ma ogromny kredyt zaufania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nazwisko przyciąga,nie wiem dlaczego,może i u mnie ma kredyt zaufania i mimo,że raty kredytu ida w górę,dalej sięgam po jego filmy :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Kusi, szczególnie obsadą. No i Cormac McCathy, obejrzę na pewno, choć obaw mam sporo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbować można zawsze można cyz to wyjść z kina, wyłączyć film lub wyjść z pokoju...

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. witam! jestem tu pierwszy raz, ale recenzja "Adwokata" przyciągnęła moją uwagę :) jak dla mnie scenariusz jest fatalny, dialogi wołają o pomstę do nieba - no ale McCarthy sam stwierdził, że film mu się podoba bo scenariusz jest wspaniały :) jak dla mnie klapa roku poprzedniego. pozdrawiam i zapraszam do mnie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na bloga na pewno zajrzę :) Klapa to mocne słowo,słaby i owszem,możnaby mu to przyznać,gdyby nie dorobek artystyczny...scenarzysty i samego rezysera.

      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Strangerland

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Ojcowie i córki