Uziemieni

Eyjafjallojokull (Francja, 2013)

Reżyseria: Alexandre Coffre
Scenariusz: Alexandre Coffre, Laurent Zeitoun, Yoann Gromb
Gatunek: Komedia

Obsada:
  Valérie- Valérie Bonneton
  Alain- Dany Boon
                Ezechiel- Denis Ménochet
                Cecil- Bérangère McNeese

          Do czego można przyrównać wybuch wulkanu, którego chmury dymu i pyłu paraliżują strefę powietrzną większości starego kontynentu a jednocześnie co może jeszcze bardziej utrudnić przedostanie sie z jednego końca Europy na drugi? Francuzi wymyślili, że ex-małżeństwo, które jedzie w jednym kierunku, na ślub córki...
On- nieudacznik, instruktor jazdy samochodem, który razem z drugą żoną- opiekunką wychowuje dwójkę dzieci.
Ona- bogata pani weterynarz, coraz to zmieniająca kochanków, których poznaje jako właścicieli chorych zwierząt w swojej klinice.
Kiedy okazuje sie, że na skutek erupcji wulkanu, ich samolot zostaje cofnięty, aż do Monachium, muszą przejechać ponad 2000 km.do Grecji, na wyspę Korfu, gdzie ich córka ma wziąść ślub z rodowitym Grekiem.

          Komedia to jeden z tych gatunków filmowych, któremu da sie dużo wybaczyć(pewnie już to pisałam), o ile jest w 60-70% śmieszny lub przynajmniej zabawny. Oczywiście mam tu na myśli każdy rodzaj dowcipu sytuacyjny, postaci i słowny. W "Uziemionych" wykreowano dwie charakterystyczne postacie, które postawiono w nietypowej sytuacji, która z kolei doprowadziła do następnych nieprzewidzianych wypadków. Jednak gdyby nie Alain i Valerie to film można by uznać za obyczajowy, dopiero gdy ta para pojawia sie na ekranie, akcja nabiera rozpędu, a od słownych utarczek uszy więdną. 
"Uziemionymi" bowiem Coffre mógłby udowodnić, iż nie ma drugiego tak kąśliwego, chamskiego czy ordynarnego narodu i piszę to z całym moim uwielbieniem i szacunkiem dla Francji i Francuzów. Z każdą minutą filmu byłam coraz bardziej zdziwiona jak można oprzeć fabułę na wzajemnej nienawiści wręcz dzikiej furii jaką wywołuje jedna osoba w drugiej bez szkody na psychice widza. Valerie była bowiem tak bardzo irytująca, iż gdybym miała okazję ją spotkać to chyba bym ją udusiła, z kolei Alain'em bym mocno potrząsnęła, po czym poszła z nim na kawę. W tworzeniu wyrazistych, groteskowych i niezwykle barwnych bohaterów filmowych Francuzi nie mają bowiem sobie równych tu w Europie (nie licząc może Skandynawów, ale ich postacie są wyraziste, mroczne i oziębłe). Niestety w tym przypadku, mimo iż postacie nie zawiodły to sytuacja, a właściwie sytuacje scenarzystów przerosły. Bo oto ta ciągle sobie dogryzająca dwójka dorosłych ludzi trafia na zdarzenia rodem z amerykańskiej komedii lat 80-tych. Niczym "W krzywym zwierciadle: Wakacje" wersja w Europie. Alain i Valerie tracą więc nie tylko bagaż czy wypożyczony samochód, ale spotykają na swojej drodze fanatyków i to zarówno religijnych jak i sportowych. Oczywiście nie mogłoby być tak, że wychodzą  z tego bez szwanku, ale czy przeżycie katastrofy lotniczej małej awionetki to czasem już nie przesada? Poza tym podejrzewam, że nawet najwięksi wrogowie w sytuacji zagrożenia życia jakoś tam by sobie pomagali, a przynajmniej nie przeszkadzali, a tutaj każda sytuacja jest dobra, by tej drugiej stronie dopiec, w pewnym momencie robi sie to już nudne wręcz męczące. Panowie scenarzyści! dwie lub trzy takie sceny wystarczą, by widz zrozumiał jak bardzo para sie nienawidzi, nie trzeba tego powtarzać aż do sekwencji seksu. Poza tym z tą nienawiścią to niestety jest tak... ani bohaterowie ani tym bym bardziej widz nie dowiaduje sie skąd sie wzięła, a szkoda bo takie smaczki bywają ciekawsze niż kolejny wóz policyjny goniący postacie.

O grze aktorskiej nie ma sie co rozpisywać, jest dobra i tyle. Podejrzewam, że tak jak mnie, wystarczy podać nazwisko Dany Boon i już film jest u widza na afiszu .Dla początkujących wyjaśniam to francuski aktor komediowy, brzydki strasznie, ale o niezwykle plastycznej twarzy i sympatycznym uśmiechu, polecam "Nic do oclenia", "Jeszcze dalej niż Północ" oraz "Wyszłam za mąż zaraz wracam". Z kolei  Denis Ménochet to niezły aktor ról drugoplanowych, z dosyć przystojną, charakterystyczną twarzą- w "Uziemionych" spisał sie rewelacyjnie. Valérie Bonneton nie znam, nie widziałam w innych produkcjach to sie nie wypowiem :/ 

 Podsumowując w "Uziemionych" dostajemy ogromną dawkę nienawiści, przyobleczoną w maskę komedii,
co jest równie przytłaczające jak tytuł oryginalny czyli "Eyjafjallojökull", którego jakoś do tej pory nie udało mi sie poprawnie wymówić mimo licznych prób :( 
Czy warto sięgnąć po "Uziemionych"? niekoniecznie, chyba że ma sie mnóstwo czasu albo nie ma pomysłu co by tu obejrzeć. No chyba że jest sie na tyle nieustraszonym, iż widziało sie już "Kac Wawa"...no to jeśli tak to proszę bardzo. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Strangerland

Amerykańska sielanka