7.filmów na 7.dni tygodnia- Dzień 2.- Droga do zapomnienia

The Railway Man (Australia, Wielka Brytania, 2013)

Reżyseria: Jonathan Teplitzky
Gatunek: Dramat / Biograficzny 

Obsada:
Eric Lomax- Colin Firth
Młody Eric Lomax- Jeremy Irvine
Patricia Wallace-Nicole Kidman
Nagase- Hiroyuki Sanada
Młody Finley- Sam Reid
Młody Nagase- Tanroh Ishida

         Rok 1980. Eric i Patricia poznają sie w pociągu i właściwie po bardzo krótkiej podróży razem, zakochują sie w sobie, a jako że nie są już młodzi równie szybko sie pobierają. Niestety tuż po ślubie Eric- jako były jeniec wojenny, doznaje licznych objawów stresu pourazowego: ma problemy ze snem, zamyka sie w sobie i swoich wspomnieniach, robi sie drażliwy wręcz agresywny. Zrozpaczona Patricia szukając ratunku dla ukochanego męża zwraca sie do jednego z jego byłych współtowarzyszy broni i niewoli o pomoc....

          
          Pomimo tego, że termin "zespół stresu pourazowego" pojawił sie na początku lat osiemdziesiątych, a podobne objawy czyli problemy ze snem,drażliwość, agresja, wybuchy gniewu i złości zauważono już u weteranów I wojny światowej nazywając je "nerwicą wojenną", wcale nie oznacza, iż weterani II wojny światowej byli objęci opieką i leczeniem, w przypadku gdy wykazywali jakiekolwiek zaburzenia. Pozostawieni sami sobie próbowali więc wspierać sie wzajemnie, spotykając sie, rozmawiając lub po prostu bez słowa spędzając razem czas.
Tak było też w przypadku byłych jeńców wojennych, którzy przebywali jakiś czas w niewoli japońskiej. Jonathan Teplitzky filmem "Droga do zapomnienia" przypomina nie tylko o tych wojennych tragicznych wydarzeniach, które były udziałem Erica Lomaxa (i nie tylko), ale także o tym co działo sie z żołnierzami po ich powrocie do domu. Próby wznowienia normalnego życia-poprzez wybaczanie czy zapominanie, spotkania w ciszy weteranów wojennych- to wszystko składa sie na niemal 2.godzinny obraz, poprzeplatany wspomnieniami Erica- głównego bohatera- inteligentnego, odważnego, który przeszedł przez piekło tortur w obozie jenieckim i nie do końca potrafi odnaleźć sie w świecie bez strachu i znęcania, w kraju pokoju, ładu i porządku. Jedyne co wydaje sie utrzymywać jego zmysły w stanie równowagi są: żona Patricia i....kolej, którą jest zafascynowany od młodości. 

Film Teplitzkiego utrzymany jest, ze względu na swoją tematykę, w surowym klimacie i ponurej atmosferze. Zarówno dialogi, jak i scenografia- przenoszona raz po raz a to z chłodnej Anglii do tropikalnej dżungli birmańskiej (kręcono między innymi w Szkocji, Australii i Tajlandii), nie pozostawiają wątpliwości, które fragmenty dotyczą wspomnień bohatera, a które stanowią jego aktualne doświadczenia. Nie może tu także być mowy o halucynacjach, wszystko ma bowiem swoje potwierdzenie w dialogach/ opowieści Finlay'a, rewelacyjnie zagranego przez a.  
Wartości dramatycznej filmu nie można tu zresztą nie docenić, o ile bowiem ktoś znający dobrze historię II wojny światowej mógłby znaleźć błędy merytoryczne, o tyle zarówno scenariuszowo jak i aktorsko dostajemy obraz noszący znamiona niemal teatralne. 
Duet filmowy Firth- Kidman sprawdził sie w "Drodze do zapomnienia" świetnie. Firth tutaj nieco zagubiony, zamknięty w sobie, walczący z demonami swojego bohatera to przykład aktora, który został stworzony do takich ról, gdzie gdyby nie fakt, iż scenariusz pisano na podstawie książki-wspomnień Erica Lomaxa, to można by uznać, że skrypt tworzono właśnie z myślą o obsadzeniu Colina, wręcz dla niego. Co do Kidman to nawet twarz ponaciągana botoksem (czy innymi środkami) nie przeszkodziły jej odegrać rozpaczy, niepewności, strachu czy miłości jaką Patricia- jej bohaterka darzyła Erica. Widać porozumienie grających ze sobą aktorów, które ułatwia nie tylko ich identyfikację z postaciami, ale także kooperację na planie, którego efekt możemy podziwiać na ekranie.
Dodatkową atrakcją aktorską jest tutaj niewątpliwie Hiroyuki Sanada, który od lat wspiera zachodnią kinematografię grając role...Japończyków...może to wydać sie trywialne i przecież oczywiste, że to raczej jakiś Azjata, będzie grał Japończyka, Chińczyka czy Taja. Tylko, że w przypadku Sanady to nie jest jakiś tam aktor, którego twarz jest trudna do zidentyfikowania przez przeciętnego europejskiego czy amerykańskiego widza, ale jest to aktor charakterystyczny, z wieloletnim doświadczeniem czyli rozpoznawalny i w przypadku takiej produkcji jak ta jest to kluczowe. Poza tym warto dodać, iż w kulturze japońskiej inaczej niż w europejskiej oddawane są na ekranie (jak i w życiu) emocje, natomiast Hiroyuki Sanada, dzięki swojemu udziałowi w obrazach amerykańskich i europejskich potrafi dopasować i zagrać tak emocje, by widz niemal na każdym kontynencie wiedział co oznaczają.  
Jak widać więc mamy w "Drodze do zapomnienia" aktorski majstersztyk, który nawet przy słabszym scenariuszu mógłby sie bez większego problemu sprawdzić,a na pewno wpłynął na sukces kasowy filmu.

Wracając jednak na chwilę do scenografii warto też zwrócić uwagę na kostiumy. Doceniane, gdy oglądamy produkcje osadzone w poprzednich epokach, a zupełnie pomijane przy filmach o latach 80-tych czy rozgrywających sie w czasie wojen światowych. A trzeba przyznać, iż przy obrazach tego typu, gdzie fabuła przenoszona jest z np. z okresu wojny do lat współczesnych stroje mają niebagatelne znaczenie, gdyż stanowią razem z krajobrazem sygnał dla widza, rozgraniczają dwa okresy w których rozgrywa sie akcja. W "drodze do zapomnienia" zarówno kostiumy jak i linia czasowa zgadzają sie ze sobą, wszystko płynnie przechodzi: wspomnienia do chwili obecnej i na odwrót. Dla mnie na przykład jest to o tyle ważne, nie miałam bowiem wrażenia jakbym sie "naćpała" przed seansem, poza tym nie umknęła mi ani jedna scena, bo np.: musiałam sie zastanowić o co chodziło w poprzedniej. Czasami tez zdarza sie, że twórcy chcą nieco przyspieszyć bieg wydarzeń i przycinają nieco sceny- tutaj tego na szczęście nie zauważyłam,a to też widza potrafi przyprawić o zawrót głowy.

Co do polskiego tytułu to "The Railway Man" raczej na pewno ;) nie oznacza "Drogi do zapomnienia". Drodzy dystrybutorzy jeśli to Wy decydujecie o polskich tytułach to proszę wybierajcie takie, które choć trochę będą oddawały to co dzieje sie na ekranie! Podpowiem Wam w filmie Teplitzkiego "The Railway Man"nie chodzi o zapomnienie, ale o wybaczenie! Główny bohater Eric Lomax musi najpierw wybaczyć swoim oprawcom, by móc potem zapomnieć o okropnościach wojny i zacząć żyć normalnie, bez traumy. Sposób jaki wybiera, by to zrobić jest dosyć nietypowy, nie każdy bowiem jeniec wojenny miał okazję spotkać sie z jednym ze swoich oprawców.

Jak więc widać poza polskim tytułem niewiele mogę tej produkcji zarzucić. Szkoda jedynie, że "Droga do zapomnienia" nie zdobyła więcej nagród niż tylko na Festiwalu Filmowym w San Sebastian, gdyż na pewno podniosłoby to prestiż obrazu, choć właściwie komercyjnie nie można tu mówić o porażce.
Czy warto więc sięgnąć po "Drogę do zapomnienia"(dla mnie to raczej "Droga do wybaczenia")? Jak najbardziej. Dla tych których martwią motywy wojenne (bo ich np.: w filmach nie tolerują) mogę zapewnić, że uznają je za epizodyczne, gdyż stanowią jedynie tło opowieści,a tym którzy obawiają sie nadmiernej tkliwości, ckliwości i dramaturgii gwarantuję, że prędzej zobaczą stadium psychologiczne cierpienia spowodowanego następstwami wojny niż achy i ochy omdlewającej Kidman.
Po prostu polecam! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Strangerland

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Ojcowie i córki