W imię....

W imię... (Polska, 2013)

Reżyseria: Małgośka Szumowska
Scenariusz: Małgośka Szumowska, Michał Englert
Gatunek: Dramat obyczajowy

Obsada:
Ksiądz Adam- Andrzej Chyra
Szczepan Gruszyński "Dynia"- Mateusz Kościukiewicz
Ewa Raczewska- Maja Ostaszewska
Michał Raczewki- Łukasz Simlat
Adrian "Blondyn"- Tomasz Schuchardt
"Gajo"- Mateusz Gajko

          Adam jest księdzem na polskiej prowincji oraz wychowawcą w obozie dla młodzieży z tzw. poprawczaka. Każdego dnia przychodzi mu zmierzyć sie nie tylko z trudnymi charakterami chłopców, ale także z własną przeszłością,samotnością i skłonnościami nad którymi nie zawsze da sie zapanować. Kiedy więc jeden z chłopaków ginie jego dni w małej parafii na wsi są policzone... 

          Po niemal dwóch latach oraz niezbyt porywającym "Sponsoringu" Małgośka Szumowska przypomina sie widzom kolejnym filmem, podejmując przy tym kolejny kontrowersyjny temat!
Tym razem mimo braku zagranicznych aktorów na planie, możemy obejrzeć mocny dramat na, powiedziałabym, europejskim poziomie, bez sztucznych dialogów i mało zrozumiałych scen,ale za to z motywem,który często pojawia sie w mediach w kontekście kościoła katolickiego i księży.

          Tak naprawdę trudne zagadnienie trzeba pokazywać z kilku perspektyw. Tutaj mamy przykład niemłodego już może, ale inteligentnego i spokojnego księdza,którego poznajemy w środowisku młodzieży, z którą niby świetnie sie dogaduje i o którą dba w miarę swoich możliwości. Jednak już od pierwszych minut filmu widz może wyczuć,że coś jest nie tak...i słusznie. Kolejne sceny utwierdzają nas w przekonaniu,że problem choć jeszcze nie wypowiedziany za chwilę wybuchnie ze zdwojoną siłą, bo przecież tam gdzie są emocje i tam gdzie chodzi o seks nie może być inaczej. Zanim to jednak nastąpi możemy poobserwować księdza Adama, jego samotność, jego rozterki, sposób w jaki patrzy na chłopców i w jaki nie patrzy na kobietę,która ewidentnie go próbuje uwieść. Poznajemy jego codzienne zwyczaje, nawyki oraz to jak sie wycofuje,gdy ktoś podejmuje z nim temat współżycia. Bo z jednej strony Adam jest człowiekiem, z jego fizycznymi potrzebami jednak z drugiej jest księdzem więc doświadcza emocjonalnej a może i intelektualnej pustki, mieszkając i żyjąc w pewnym odizolowaniu od społeczności,której jako duszpasterz przewodzi. Ktoś może zapytać dlaczego mówię o 'odizolowaniu' przecież w takiej mikro wiosce ksiądz, nauczyciel i lekarz to trzy najważniejsze osoby, przewodnicy duchowi, mentalni czy cieleśni. Szumowska swoim filmem daje poniekąd odpowiedź na to pytanie umieszczając wykształconego, doświadczonego życiowo,oczytanego i osłuchanego,wysportowanego faceta z Warszawy,we wsi, której jedynymi centrami rozrywki są "Market Niagara" z piwem za 1,50 zł., kościół w niedzielę,a dla resocjalizowanych chłopców dodatkowo boisko do gry w piłkę. Oczywiście nasz wyedukowany bohater ma internet,ale proszę spróbować w dużym mieście nie wychodzić z domu i jedyne co, to korzystać ze skype'a oraz przeglądarki internetowej...oszaleć by można,prawda?
Wracając jednak do cielesności,która wydaje sie być tutaj wątkiem dominującym. Miałam wrażenie oglądając "W imię...",że to właśnie małomiasteczkowość oraz profesja głównego bohatera potęgują jego homoseksualizm, który w mieście jak Warszawa pozostałby niezauważony.W małej wsi jest to sensacja, jest to coś co sprawia,iż coś sie dzieje, można o tym mówić, przekazywać sąsiadom chodząc do nich na plotki i herbatę. W stolicy i innych większych miastach, cóż nie bardzo wiemy jak wyglądają osoby mieszkające drzwi dalej...szczególnie jeśli akurat sie przeprowadziliśmy (jak ja) albo na miejsce naszych starych sąsiadów wprowadzili sie nowi. 
Poza tym młodzi chłopcy, którymi otoczony jest Adam, mający już za sobą pierwsze inicjacje seksualne oraz szukają kolejnych doświadczeń,a do tego jako agresywni i pobudzeni sami z siebie stanowią łatwe obiekty pożądania skrytego, zamkniętego w sobie księdza, który może właśnie swoją postawą stara sie zniechęcić ich do kontaktu ze sobą,tak by oprzeć sie pokusie. Bezskutecznie,niestety,   
To wszystko składa sie na szalenie trudną sytuację,której alkohol w jakichkolwiek przyjmowanych ilościach nie pomaga,a niestety na żadną inną pomoc nasz bohater liczyć nie może.

          Na szczególne uznanie zasługuje w "W imię..." gra aktorska Andrzeja Chyry, który stworzył szalenie autentyczną postać Adama,z jednej strony niezwykle męskiego i atrakcyjnego,a z drugiej bardzo wrażliwego i ostrożnego,bo jak inaczej nazwać sceny, gdzie główny bohater musi wchodzić w bliski emocjonalnie kontakt podczas na przykład spowiedzi tak by samemu sie przy tym nie odkryć. Pozostałe postacie w filmie wydają sie być drugoplanowe, przewijają sie odchodząc i powracając w odpowiednich momentach, tworząc pewną całość z główną postacią produkcji.  
Dodatkowo przygnębiające wrażenie sprawia samo otoczenie,dzięki czemu pasuje zarówno do tematu jak i atmosfery stworzonej na planie. "W imię..."kręcono między innymi w posiadłości Szumowskiej na Mazurach, trudno by jednak szukać piękna przyrody czy doszukiwać sie wiejskiej oazy spokoju...nie licząc może jeziora,ale to dosłownie dwie czy trzy sceny.

          Bez względu na własne przekonania warto film Szumowskiej obejrzeć.Nie chce ona bowiem nikogo swoją produkcją nakłonić do zmiany,a jedynie pokazać odmienny punkt widzenia,który mógł zostać zapomniany w medialnym szumie. Mimo kontrowersyjnego tematu,bez kontrowersji daje widzowi do zrozumienia,że ksiądz to też człowiek...
Poza tym, przyznam szczerze,że po obejrzeniu "W imię..." bardziej niż opinią publiczną czy recenzjami innych na temat tego obrazu, martwiłam sie by nie zabrakło pani Małogosi dyskusyjnych, wzbudzających emocji tematów, dzięki którym za dwa, trzy lata mogłabym zobaczyć coś równie dobrego w jej reżyserii.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5.seriali,o których jeszcze nie pisałam,a które warto zacząć oglądać

Amerykańska sielanka

Nikt z Nikąd / Un illustre inconnu