5.filmów, o których nie pisałam,a które warto obejrzeć

Obdarowani (Gifted/ USA/ 2017)

Reżyseria: Marc Webb

          Frank Adler mieszka w małym miasteczku na Florydzie wraz z 7.letnią Mary oraz jednookim
kotem Fredem. Dziewczynka jest istnym wulkanem energii, wszędzie jej pełno i ciągle coś mówi...chyba że akurat rozwiązuje zadania matematyczne, ale nie zwykłe dodawanie czy odejmowanie jak jej rówieśnicy,tylko problemy na poziomie uniwersyteckim. Bo Mary to dziewczynka wyjątkowa, z nieprzeciętnej rodziny. Pewnego dnia w domu Adlerów pojawia sie Evelyn Adler-babcia, niezwykle uzdolniona matematyczka z ambicjami, które mogą zabrać Mary Frankowi i pozbawić dziewczynkę dzieciństwa.
          Marc Webb to twórca krótkich filmów o zespołach muzycznych oraz reżyser seriali, choć w jego filmografii znajdziemy także tytuły takie jak "Niesamowity Spider-man" czy "500 dni miłości". "Obdarowani" to jedna z jego dwóch produkcji, które ukazały sie w tym roku i szczerze przyznam, że jeśli ta druga jest tak dobra jak ta, to na pewno będę ja chciała zobaczyć. "Obdarowani" to film o miłości, geniuszu, który aby sie rozwijać potrzebuje, poza stymulacją intelektualną, także emocji, to również obraz o niespełnionych marzeniach, ambicji oraz tęsknocie." Obdarowani" to świetna gra aktorska miedzy innymi Chrisa Evansa czy cudownej Mckenny Grace- kto by pomyślał, że ta mała ma 11 lat! Scenografia w tej produkcji nie gra roli, bowiem akcja filmu mogłaby rozwijać sie w Chicago, Nowym Jorku czy choćby Madrycie albo nawet małej wiosce w Austrii i wcale nie straciłaby na przekazie. Na Florydzie za to jest ciepło,dlatego warto ten film sięgnąć w chłodne jesienne wieczory.Polecam!

Wind River (Wielka Brytania/ Kanada/ USA/ 2017)

Reżyseria: Taylor Sheridan

          Zima w Wyoming bywa nie tylko mroźna, ale i krwawa. Kiedy więc tropiciel zwierzyny
znajduje ciało młodej kobiety w Rezerwacie Indian Wind River, na miejsce zostają wezwani agenci FBI. Jednak zamiast smutnych i wiecznie spiętych panów a garniturach do rezerwatu przybywa młoda kobieta, agentka, która była akurat najbliżej miejsca zbrodni. Rozpoczyna sie trudne i żmudne śledztwo, które ujawnia z jaką bezwzględnością i brutalnością jedni ludzie mogą traktować innych, szczególnie jeśli są pozostawieni sami sobie, posiadają władzę, a właściwie są chronieni przez władze i koncerny, które ich zatrudniły, a poza praca nie mają nic do roboty. 
          Reżyser Taylor Sheridan to przede wszystkim aktor serialowy, choć próbował swoich sił także jako scenarzysta. "Wind River" to jego drugi film i mam nadzieję, że nie ostatni. "Wind River" to zimowa opowieść, neo-western o ludziach, którzy żyjąc w surowych warunkach, musieli stać sie twardzi i nieustępliwi, jednak w obliczu straty, okazuje sie że są także samotni, zrozpaczeni i bezradni. Film jest wprawdzie za krótki by rozwijać wątki związane z życiem Indian w rezerwacie czy ich relacjami z "białymi", jednak to co widzimy na ekranie potrafi wstrząsnąć i nieco zmienia wizerunek "czerwonoskórych", których z reguły w filmach pokazuje sie albo jako alkoholików i nieudaczników albo jako właścicieli kasyn. W "Wind River" to ludzie tacy jak my i choć to krwawa i brutalna produkcja to warto po nią sięgnąć, w końcu jest w niej coś co zainteresowało jury Festiwalu Filmowego w Cannes, więc może warto samemu odkryć co to było.Polecam!

Blade Runner 2049 (USA, Wielka Brytania, Kanada/ 2017)

Reżyseria: Denis Villeneuve

          Jest rok 2049, "K" zajmuje sie poszukiwaniem i eliminacją starszych wersji replikantów-
modeli Nexus-8- syntetycznych organizmów, które wyglądają i zachowują sie jak ludzie, a które zostały stworzone w laboratoriach korporacji Tyrell. Po zlikwidowaniu kolejnego obiektu "K" znajduje skrzynkę z kośćmi, po przebadaniu, których okazuje sie, że należały do replikantki, która umarła w wyniku...cesarskiego cięcia. Zawiłe śledztwo to nie tylko próba odkrycia kim była, ale przede wszystkim odpowiedzenia na podstawowe pytania dotyczące człowieczeństwa, istnienia duszy oraz biologicznych możliwości tworzonych w laboratoriach androidów.
           Reżyser Denis Villeneuve ma na swoim koncie zarówno produkcje wysoko jak i nisko budżetowe.W jego filmografii znajdziemy filmy, które pojawiały sie w kinach całego świata jak "Sicario" czy "Nowy początek", jak i obraz nominowany do Oskara pod tytułem "Pogorzelisko". Z kolei "Blade Runner 2049" jako kontynuacja produkcji z 1982 roku, była jednym z długo oczekiwanych obrazów, zarówno przez fanów produkcji Ridleya Scotta jak i wielbicieli sci-fi oraz powieści  Philipa K. Dicka, w oparciu o które powstała. "Blade Runner" był niedoścignionym wzorem wszystkich powstałych po roku 1982 filmów science fiction. Nie wszyscy więc byli przekonani czy to akurat Denis Villeneuve powinien stanąć za kamerą nowego "Blade Runnera"...jednak to właśnie on skrócił czas oczekiwania na kolejnego "Blade Runnera" i zrobił to z niesamowita klasą. Po 35-lat czekania jako widzowie otrzymaliśmy niesamowicie widowiskowy spektakl, bez spektakularnych efektów specjalnych, bez udziału CGI, jedynie poprzez pracę kamery, grę światłem, tworzenie scenografii w terenie oraz minimalistyczną grę aktorską. W "Blade Runner 2049"wszystko wydaje sie być na swoim miejscu, skrupulatnie przemyślane i zaplanowane. Według mnie Denis Villeneuve jako reżyser spisał sie bardzo dobrze, choć przyznaję że miałam obawy,szczególnie pamiętając jego poprzednią produkcję czyli "Nowy początek". Ten film nawet nie warto zobaczyć TEN FILM TRZEBA ZOBACZYĆ, bez względu na to czy jest sie fanem sci-fi czy też nie. Takie produkcje zdarzają sie raz na 10-20 lat i stają sie kamieniami milowymi kina.Ten film to także,mam nadzieję, powrót produkcji kręconych w starym dobrym stylu, bez green screen czy innych blue boxów, wymyślnych gadżetów na ekranie oraz sztucznie dorabianych scen.ZDECYDOWANIE POLECAM!

The Hero (USA/ 2017)

Reżyseria: Brett Haley

          Lee Hayden to aktor westernów, które swoje złote lata ma już za sobą. Aktualnie użycza
swojego niesamowitego głosu w reklamach,a w czasie wolnym pali marihuanę z przyjacielem, bywa na proszonych przyjęciach oraz próbuje wrócić do branży filmowej, poprzez swojego agenta. Lee Hayden ma piękny dom na wzgórzu oraz niewiele zmartwień do momentu, gdy dowiaduje sie, że jest ciężko chory. Nagle okazuje sie, że poza dobrą zabawą, dużo młodszą partnerką oraz kumplem ciągle na haju jest coś więcej...przede wszystkim rodzina, którą opuścił dawno temu, oraz sensu życia, na które poszukiwania nigdy nie było dość czasu i chęci.
          "The Hero" to historia mężczyzny, nie sławnego aktora, a człowieka który zagubił sie gdzieś w drodze po sławę, pieniądze i zaszczyty. Kogoś kto stał sie samotny z wyboru, choć chyba nie tak do końca świadomego. Kogoś kto bawił sie przez całe swoje życie, by gdzieś przy jego końcu odkryć, iż zabawa przemija,a jedynie co zostaje to ludzie i wspomnienia. "The Hero" to produkcja, która rozwija sie powoli, przedstawiając widzowi swojego bohatera w sposób czasami groteskowy a czasami dramatyczny i melancholijny. To dramat pokazany w jasnych barwach, miejscami tragikomedia,miejscami romans. Trudno go do końca określić, jednak warto zobaczyć, ze względu na samą historię, prostą i zapewne już kinematografii znaną oraz grę Sama Elliotta, aktora 73-letniego, któremu wigoru mógłby pozazdrościć niejeden 40-latek, a może i 30-latek.Polecam!

Baby Driver (Wielka Brytania/ USA/ 2017)

Reżyseria: Edgar Wright

          Baby to nastolatek, który żyje w świecie muzyki. Zawsze ze słuchawkami na uszach bez
względu na to czy je czy kupuje kawę czy prowadzi samochód, który swoją drogą prowadzi głównie dla Doca. Jest szoferem? Można tak powiedzieć, na pewno nie jest taksówkarzem i na pewno nie można go nazwać kryminalistą, choć to właśnie takowych podwozi pod banki, na zlecenie Doca oczywiście. Baby jest kierowcą i tylko kierowcą, chociaż nie...jest także nastolatkiem, który stracił rodziców i uszkodził słuch w wypadku samochodowym, chłopakiem który zakochuje sie w kelnerce, opiekunem swojego opiekuna, starszego mężczyzny który przygarnął go po tragicznej śmierci rodziców. Czy Baby prowadzi niebezpieczne życie, można tak powiedzieć, szczególnie gdy kolejny napad na bank nie idzie po myśli tych,którzy go zaplanowali i tych którzy go wykonują.
          "Baby Driver" to jedna z tych produkcji, które trudno tak do końca określić gatunkowo. Z jednej strony to film akcji, z drugiej dramat, pojawiają sie tutaj także elementy kryminału, na szczęście pomimo muzyki która towarzyszy głównemu bohaterowi przez cały niemal czas nie da sie "Baby Drivera" nazwać musicalem. Obraz Edgara Wright'a to ciekawa kompozycja, gdzie tajemniczość i milczenie głównej postaci przeplata sie z jasno określonymi celami bohaterów drugoplanowych. To historia tragiczna, która kończy sie tragicznie dla wielu i nie pozostawia złudzeń: życie na krawędzi nie jest łatwe i nie jest usłane różami dla nikogo i ani najlepszy plan, ani pieniądze tego nie zmienią. Dla widza "Baby Driver" może wydawać sie nieco za długi jak na historię którą przedstawia, ale mimo to pozostawia po obejrzeniu przekonanie, że jest to kawał dobrego kina, ze świetną grą aktorską, prostym scenariuszem i jeszcze prostsza scenografią oraz ciekawym zakończeniem.Polecam!   


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

The Ron Clark Story (2006)- 200.Post

5.filmów o których nie pisałam,a które warto obejrzeć